<?xml version="1.0" encoding="UTF-8"?>
<rss version="2.0"
	xmlns:content="http://purl.org/rss/1.0/modules/content/"
	xmlns:wfw="http://wellformedweb.org/CommentAPI/"
	xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/"
	xmlns:atom="http://www.w3.org/2005/Atom"
	xmlns:sy="http://purl.org/rss/1.0/modules/syndication/"
	>

<channel>
	<title>Na falochronie</title>
	<atom:link href="http://bristolpl.com/blog/?feed=rss2" rel="self" type="application/rss+xml" />
	<link>http://bristolpl.com/blog</link>
	<description>Powiem Wam to, czego nie powiedzą inni</description>
	<pubDate>Wed, 08 Sep 2010 18:33:27 +0000</pubDate>
	<generator>http://wordpress.org/?v=2.7.1</generator>
	<language>en</language>
	<sy:updatePeriod>hourly</sy:updatePeriod>
	<sy:updateFrequency>1</sy:updateFrequency>
			<item>
		<title>Droga nr 47-odcinek 79</title>
		<link>http://bristolpl.com/blog/?p=932</link>
		<comments>http://bristolpl.com/blog/?p=932#comments</comments>
		<pubDate>Wed, 08 Sep 2010 18:33:27 +0000</pubDate>
		<dc:creator>arynkiewicz</dc:creator>
		
		<category><![CDATA[Bez kategorii]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://bristolpl.com/blog/?p=932</guid>
		<description><![CDATA[Czas na Minasa. Czy przezwycięży swoje głęboko skrywane lęki i pomoże Aniołom w pokonaniu zła? Zapraszam na długo wyczekiwany piąty odcinek rozdziału dziesiątego.
     Minas szedł powoli, skrupulatnie badając teren. Nie mógł sobie pozwolić na to, żeby ktoś go zaskoczył. Nie teraz. Nie chciał wyjść na mięczaka, dlatego też swoje zadanie musiał wykonać wzorowo. Bez żadnej [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p>Czas na Minasa. Czy przezwycięży swoje głęboko skrywane lęki i pomoże Aniołom w pokonaniu zła? Zapraszam na długo wyczekiwany piąty odcinek rozdziału dziesiątego.<span id="more-932"></span></p>
<p class="MsoNormal" style="margin: 0cm 0cm 0pt;"><span style="mso-ansi-language: PL;" lang="PL"><span style="font-size: small;"><span style="font-family: Times New Roman;"><span style="mso-spacerun: yes;">     </span>Minas szedł powoli, skrupulatnie badając teren. Nie mógł sobie pozwolić na to, żeby ktoś go zaskoczył. Nie teraz. Nie chciał wyjść na mięczaka, dlatego też swoje zadanie musiał wykonać wzorowo. Bez żadnej wpadki.</span></span></span></p>
<p class="MsoNormal" style="margin: 0cm 0cm 0pt;"><span style="mso-ansi-language: PL;" lang="PL"><span style="font-size: small;"><span style="font-family: Times New Roman;"><span style="mso-spacerun: yes;">     </span>Jak do tej pory jednak nic się nie działo. Dopiero po chwili zauważył, że każde kolejne pomieszczenie, jest węższe od poprzedniego. Robiło się coraz ciaśniej i ciaśniej, aż w końcu został zmuszony do ukucnięcia, by po chwili zacząć się czołgać. Dopełzł do drzwi, przez które z ledwością zdołał się przecisnąć. Przeciągnął jeszcze tylko nogi i znów stał na twardej nawierzchni na otwartej przestrzeni.</span></span></span></p>
<p class="MsoNormal" style="margin: 0cm 0cm 0pt;"><span style="mso-ansi-language: PL;" lang="PL"><span style="font-size: small;"><span style="font-family: Times New Roman;"><span style="mso-spacerun: yes;">     </span>Coś przykuło jego uwagę. Nie widział ścian i to go trochę przeraziło. Zrobił dwa kroki do przodu, zeby wybadać grunt pod stopami. Było dobrze. Zrobił kolejny krok i&#8230;</span></span></span></p>
<p class="MsoNormal" style="margin: 0cm 0cm 0pt;"><span style="mso-ansi-language: PL;" lang="PL"><span style="font-size: small;"><span style="font-family: Times New Roman;"><span style="mso-spacerun: yes;">     </span>Spadał. Czuł, że szybko leci w dół. Zaczął krzyczeć, ale echo nie odpowiadało na jego wołania. Nie wiedział, jak długo to trwało, ale ostatecznie wpadł do wody i zaczął tonąć. Jakaś nieziemska siła ciągnęła go na samo dno. Przeraźliwie panicznie machał rękoma. Przestał, gdy zdał sobie sprawę, że nawet będąc w wodzie, może swobodnie oddychać. W końcu był Aniołem, nie człowiekiem. Przynajmniej nie w danej chwili. Percepcja się zmienia w zależności od okoliczności. Wciąż się uczył nowej roli.</span></span></span></p>
<p class="MsoNormal" style="margin: 0cm 0cm 0pt;"><span style="mso-ansi-language: PL;" lang="PL"><span style="font-size: small;"><span style="font-family: Times New Roman;"><span style="mso-spacerun: yes;">     </span>Spojrzał w dół, ale pod nogami miał wyłącznie czerń. Nic więcej. Woda była brudna i lodowata. Nie miał nawet szans dojrzeć, co ciągnie go ku dołowi i czy w ogóle cokolwiek. W końcu opadł na dno i rozejrzał się dookoła. W promieniu dwóch metrów odzyskał widoczność. Co było dalej, nie miał pojęcia.</span></span></span></p>
<p class="MsoNormal" style="margin: 0cm 0cm 0pt;"><span style="mso-ansi-language: PL;" lang="PL"><span style="font-size: small;"><span style="font-family: Times New Roman;"><span style="mso-spacerun: yes;">     </span>Ruszył przed siebie przez cały czas bardzo niepewny tego, co mogło mu się przytrafić. Jego ruchy były spowolnione, co zostało wywołane zapewne oporem wody.</span></span></span></p>
<p class="MsoNormal" style="margin: 0cm 0cm 0pt;"><span style="mso-ansi-language: PL;" lang="PL"><span style="font-size: small;"><span style="font-family: Times New Roman;"><span style="mso-spacerun: yes;">     </span>Kiedy wędrówka zaczynała go już męczyć i poczuł, że nogi odmawiają posłuszeństwa, coś się przed nim zakotłowało. Dno zaczęło się podnosić, w górę uniosły się tumany piasku. Kiedy złowroga materia zaczęła zbliżać się do Minasa, ten stracił na chwilę widoczność.</span></span></span></p>
<p class="MsoNormal" style="margin: 0cm 0cm 0pt;"><span style="font-family: &quot;Times New Roman&quot;,&quot;serif&quot;; font-size: 12pt; mso-ansi-language: PL; mso-fareast-font-family: 'Times New Roman'; mso-fareast-language: EN-GB; mso-bidi-language: AR-SA;" lang="PL"><span style="mso-spacerun: yes;">     </span>Coś przeraźliwie zabulgotało, a kiedy piasek opadł na dno zobaczył to, czego nie chciał ujrzeć.</span></p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://bristolpl.com/blog/?feed=rss2&amp;p=932</wfw:commentRss>
		</item>
		<item>
		<title>Droag nr 47 - odcinek 78</title>
		<link>http://bristolpl.com/blog/?p=929</link>
		<comments>http://bristolpl.com/blog/?p=929#comments</comments>
		<pubDate>Thu, 08 Jul 2010 16:35:15 +0000</pubDate>
		<dc:creator>arynkiewicz</dc:creator>
		
		<category><![CDATA[Bez kategorii]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://bristolpl.com/blog/?p=929</guid>
		<description><![CDATA[Czas na Sariana. Bezkres pustych pomieszczeń przeraża go, ale nie paraliżuje. Nagle coś zaczyna się dziać. Czy przeżyje? Zapraszaqm na piąty odcinek rozdziału dziesiątego.
     Sarian szedł po cichu. Przemierzał bezkres pustych pomieszczeń w samotności, ale nie bał się. Inni musieli znosić to samo, co i on. To trzymało go przy życiu. Choć nie lubił takich [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p>Czas na Sariana. Bezkres pustych pomieszczeń przeraża go, ale nie paraliżuje. Nagle coś zaczyna się dziać. Czy przeżyje? Zapraszaqm na piąty odcinek rozdziału dziesiątego.<span id="more-929"></span></p>
<p>     Sarian szedł po cichu. Przemierzał bezkres pustych pomieszczeń w samotności, ale nie bał się. Inni musieli znosić to samo, co i on. To trzymało go przy życiu. Choć nie lubił takich sytuacji, w imię słusznych zasad i idei postanowił tego dokonać. Tak podpowiadało mu sumienie, ale i rozum. To było jedyne racjonalne wyjście z sytuacji. Każde inne oznaczało porażkę.<br />
     W jednym z pomieszczeń zrobiło się nagle chłodniej. Lodowaty wiatr przeszył prawie nagie ciało Sariana. Pokój się wydłużył i poszerzył. Zmienił swoje parametry i stał się obecnie wielką halą. Halą wyglądającą na opuszczoną przed tysiącami lat.<br />
     Mnóstwo kałuż na betonowej posadzce, porozrzucane kawałki starych szmat i leżące gdzieniegdzie metalowe przedmioty wyglądały zupełnie tak, jakby ktoś opuścił to miejsce w pośpiechu, nie zabierając niczego ze sobą. Albo nie mając czasu posprzątać.<br />
     Sarian popatrzył przez chwilę przed siebie. Rozejrzał się dookoła, po czym skierował ku czterem wielkim szybom znajdującym się po jego prawej stronie. Umieszczone w nich kolorowe witraże nie przypominały mu nic znanego, stanowiły jedynie zlepek szkiełek o bliżej nieokreślonej treści.<br />
     Podszedł bliżej, usłyszał hałas. Szyby zaczęły drżeć i malutkie kawałki zaczęły po kolei z nich wypadać. Sarian stał bez ruchu i patrzył. Nie wiedział, gdzie w razie potrzeby się chować, gdyby szyby zaczęły pękać na dobre. Gapił się na nie z otwartą szeroko buzią. Drżały coraz mocniej.<br />
     Czuł na własnej skórze, jak pojedyńcze kawałki szkieł ocierają się krawędziami o siebie. Hałas przybierał na sile i nagle, tuż za oknami, rozbłysło przeraźliwie jasne światło. W jednym momencie tysiące małych szkieł rozpadły się z hukiem na drobne kawałeczki, tworząc szklany wodospad.<br />
     Skumulowały się i wszystkie poleciały w kierunku Sariana. Ten zakrył głowę i twarz, ale nie uchroniło go to przed poranieniem. Błyski ustały i zrobiło się zupełnie ciemno.</p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://bristolpl.com/blog/?feed=rss2&amp;p=929</wfw:commentRss>
		</item>
		<item>
		<title>Droga nr 47 - odcinek 77</title>
		<link>http://bristolpl.com/blog/?p=924</link>
		<comments>http://bristolpl.com/blog/?p=924#comments</comments>
		<pubDate>Mon, 05 Jul 2010 17:54:20 +0000</pubDate>
		<dc:creator>arynkiewicz</dc:creator>
		
		<category><![CDATA[Bez kategorii]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://bristolpl.com/blog/?p=924</guid>
		<description><![CDATA[Arty nie ma już siły, by dalej walczyć. Jakby tego było mało rana powiększa się, a do dnia koniunkcji zostały ledwie dwa dni. Czy zostawi swoich Aniołów? Oto czwarta część rozdziału dziesiątego.
     15 sierpnia
     Północ wybiła. Pozostały im tylko dwa dni. Dopił ze szklanki resztę pepsi i poszedł do ubikacji. Popatrzył leniwie w lustro. Miał [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p>Arty nie ma już siły, by dalej walczyć. Jakby tego było mało rana powiększa się, a do dnia koniunkcji zostały ledwie dwa dni. Czy zostawi swoich Aniołów? Oto czwarta część rozdziału dziesiątego.<span id="more-924"></span></p>
<p class="MsoNormal" style="margin: 0cm 0cm 0pt;"><span style="mso-ansi-language: PL;" lang="PL"><span style="font-size: small;"><span style="font-family: Times New Roman;"><span style="mso-spacerun: yes;">     </span>15 sierpnia</span></span></span></p>
<p class="MsoNormal" style="margin: 0cm 0cm 0pt;"><span style="mso-ansi-language: PL;" lang="PL"><span style="font-size: small;"><span style="font-family: Times New Roman;"><span style="mso-spacerun: yes;">     </span>Północ wybiła. Pozostały im tylko dwa dni. Dopił ze szklanki resztę pepsi i poszedł do ubikacji. Popatrzył leniwie w lustro. Miał podkrążone oczy, zapadnięte policzki i generalnie wyglądał nieciekawie. Ale to już przestało go obchodzić. Teraz najważniejsza była walka o jutro. Musi stawić czoło bólowi, który trawił jego ciało, i razem z Aniołami dokonać ostatecznego rozrachunku ze złem.</span></span></span></p>
<p class="MsoNormal" style="margin: 0cm 0cm 0pt;"><span style="mso-ansi-language: PL;" lang="PL"><span style="font-size: small;"><span style="font-family: Times New Roman;"><span style="mso-spacerun: yes;">     </span>Właśnie przyszli.</span></span></span></p>
<p class="MsoNormal" style="margin: 0cm 0cm 0pt;"><span style="mso-ansi-language: PL;" lang="PL"><span style="font-size: small;"><span style="font-family: Times New Roman;"><span style="mso-spacerun: yes;">     </span>- Cześć Arty. Nieciekawie wyglądasz – rzucił przez ramię <span style="mso-spacerun: yes;"> </span>Pete, a Arty skwitował to naciąganym uśmiechem.</span></span></span></p>
<p class="MsoNormal" style="margin: 0cm 0cm 0pt;"><span style="mso-ansi-language: PL;" lang="PL"><span style="font-size: small;"><span style="font-family: Times New Roman;"><span style="mso-spacerun: yes;"> </span><span style="mso-spacerun: yes;">    </span>- Wy też nienajlepiej. Ja to przynajmniej mam urodę, ale ty? Zdjąłbyś tę maskę z twarzy – zaczęli się śmiać. Już tak dawno tego nie robili, całe wieki, że zrobiło im się głupio. Zapomnieli o przyjemnościach zwykłego codziennego życia. I właśnie to przerażało ich najbardziej.</span></span></span></p>
<p class="MsoNormal" style="margin: 0cm 0cm 0pt;"><span style="mso-ansi-language: PL;" lang="PL"><span style="font-size: small;"><span style="font-family: Times New Roman;"><span style="mso-spacerun: yes;">     </span>- Myślicie o tym samym, co ja? – głos Jo był cichy i przytłumiony, ale dało się w nim wyczuć odrobinę bólu i żalu do świata. Wielkiego świata, że tak szybko stali się jego zakładnikami.</span></span></span></p>
<p class="MsoNormal" style="margin: 0cm 0cm 0pt;"><span style="mso-ansi-language: PL;" lang="PL"><span style="font-size: small;"><span style="font-family: Times New Roman;"><span style="mso-spacerun: yes;">     </span>- Tak, bardzo głupie i&#8230; przykre. Nie pozostało nam zbyt wiele. Mamy tylko siebie. Walka rozgorzała na dobre, a do koniunkcji pozostały zaledwie dwa dni. Musimy stawić czoła Władcy Ciemności, choć jego siła rośnie z każdą minutą – powiedział Arty. Wszyscy na niego patrzyli, ale nikt nie śmiał się odezwać. Słuchali go wiedząc, że ma rację. Już ostatniej nocy było im tak ciężko, że ledwie wydostali się z ciemnego miejsca, gdzieś na drugim końcu świata. Ostatkiem sił dotarli do bramy. Za horyzontem świtało i nie brakowało wiele, by pozostali tam na zawsze. A wtedy już nikt nie byłby w stanie ich uratować.</span></span></span></p>
<p class="MsoNormal" style="margin: 0cm 0cm 0pt;"><span style="mso-ansi-language: PL;" lang="PL"><span style="font-size: small;"><span style="font-family: Times New Roman;"><span style="mso-spacerun: yes;">     </span>Anne przerwała chwilowe zakłopotanie anielskiej grupy i zadała Art’yemu delikatne pytanie.</span></span></span></p>
<p class="MsoNormal" style="margin: 0cm 0cm 0pt;"><span style="mso-ansi-language: PL;" lang="PL"><span style="font-size: small;"><span style="font-family: Times New Roman;"><span style="mso-spacerun: yes;">     </span>- Jak się czujesz po pogrzebie? Wszystko w porządku? Doszedłeś już do siebie?</span></span></span></p>
<p class="MsoNormal" style="margin: 0cm 0cm 0pt;"><span style="mso-ansi-language: PL;" lang="PL"><span style="font-size: small;"><span style="font-family: Times New Roman;"><span style="mso-spacerun: yes;">     </span>- Już jest dobrze. Powoli, bo powoli, ale jednak wracam do rzeczywistości. Dzięki za troskę Anne – wiedzieli i widzieli jednak, że nie wszystko jest w porządku. On sam dobrze o tym wiedział, ale nie chciał ich denerwować przed walką. Nie mogło być w porządku, skoro zaangażował się (zbyt szybko) w związek i znowu nic z tego nie wypaliło. Jakby tego było mało, nie będzie miał już szansy, by zacząć od nowa.</span></span></span></p>
<p class="MsoNormal" style="margin: 0cm 0cm 0pt;"><span style="mso-ansi-language: PL;" lang="PL"><span style="font-family: Times New Roman; font-size: small;"> </span></span></p>
<p class="MsoNormal" style="margin: 0cm 0cm 0pt;"><span style="mso-ansi-language: PL;" lang="PL"><span style="font-size: small;"><span style="font-family: Times New Roman;"><span style="mso-tab-count: 1;">            </span><span style="mso-spacerun: yes;">   </span><span style="mso-tab-count: 1;">                      </span>(który to już raz Arty który to już raz dzieciaku)</span></span></span></p>
<p class="MsoNormal" style="margin: 0cm 0cm 0pt;"><span style="mso-ansi-language: PL;" lang="PL"><span style="font-family: Times New Roman; font-size: small;"> </span></span></p>
<p class="MsoNormal" style="margin: 0cm 0cm 0pt;"><span style="mso-ansi-language: PL;" lang="PL"><span style="font-size: small;"><span style="font-family: Times New Roman;"><span style="mso-spacerun: yes;">     </span>Zanim przyszli, znowu zebrało mu się na sentymenty. Ta jedna noc z Camille wystarczyła. Niestety nie będzie to dla niego dobry prognostyk na dzisiejszą noc. Oby nic mu się nie stało.</span></span></span></p>
<p class="MsoNormal" style="margin: 0cm 0cm 0pt;"><span style="mso-ansi-language: PL;" lang="PL"><span style="font-size: small;"><span style="font-family: Times New Roman;"><span style="mso-spacerun: yes;">     </span>Właściwie jeszcze nigdy się nad tym nie zastanawiał, ale co by było, gdyby faktycznie nie mógł z nimi wyruszyć na drugą stronę? Co wtedy? Kto by ich poprowadził?</span></span></span></p>
<p class="MsoNormal" style="margin: 0cm 0cm 0pt;"><span style="mso-ansi-language: PL;" lang="PL"><span style="font-size: small;"><span style="font-family: Times New Roman;"><span style="mso-spacerun: yes;">     </span>Wolał teraz o tym nie myśleć.</span></span></span></p>
<p class="MsoNormal" style="margin: 0cm 0cm 0pt;"><span style="mso-ansi-language: PL;" lang="PL"><span style="font-size: small;"><span style="font-family: Times New Roman;"><span style="mso-spacerun: yes;">     </span>Poszedł na chwilę do łazienki. W tym czasie wszyscy usiedli już na miękkiej sofie, na której spędzili kilka ostatnich nocy. I czekali.</span></span></span></p>
<p class="MsoNormal" style="margin: 0cm 0cm 0pt;"><span style="mso-ansi-language: PL;" lang="PL"><span style="font-size: small;"><span style="font-family: Times New Roman;"><span style="mso-spacerun: yes;">     </span>Po kilku minutach Arty przyszedł do nich. Usiadł. Teraz byli już w komplecie. Gotowi wyruszyć na kolejne spotkanie. Dziś czekała ich wyjątkowo ciężka przeprawa. Wyczuwali to w nim, dlatego próbował ich uspokoić.</span></span></span></p>
<p class="MsoNormal" style="margin: 0cm 0cm 0pt;"><span style="mso-ansi-language: PL;" lang="PL"><span style="font-size: small;"><span style="font-family: Times New Roman;"><span style="mso-spacerun: yes;">     </span>- Sami wiecie, że jest coraz trudniej. Nasz skład jest od kilku dni okrojony i nie stanowimy już tak silnej więzi, jak na początku, ale nie znaczy to, że nie mamy szans w walce. Właśnie teraz powinniśmy zebrać siły i ponownie się zmobilizować, żeby nie dopuścić do&#8230; Sami wiecie, czego. Uważajcie dziś na siebie. Niech Bóg będzie z wami.</span></span></span></p>
<p class="MsoNormal" style="margin: 0cm 0cm 0pt;"><span style="mso-ansi-language: PL;" lang="PL"><span style="font-size: small;"><span style="font-family: Times New Roman;"><span style="mso-spacerun: yes;">     </span>Po tych słowach przeżegnali się i złapali za ręce. Arty’emu sprawiło to niemiłosierny ból. Rana na plecach była coraz większa i coraz trudniej było mu się poruszać. Postanowił jednak pójść z nimi. Gdyby potem wyzdrowiał</span></span></span></p>
<p class="MsoNormal" style="margin: 0cm 0cm 0pt;"><span style="mso-ansi-language: PL;" lang="PL"><span style="font-family: Times New Roman; font-size: small;"> </span></span></p>
<p class="MsoNormal" style="margin: 0cm 0cm 0pt;"><span style="mso-ansi-language: PL;" lang="PL"><span style="font-size: small;"><span style="font-family: Times New Roman;"><span style="mso-tab-count: 4;">                                                             </span>(jeśli Arty jeśli)</span></span></span></p>
<p class="MsoNormal" style="margin: 0cm 0cm 0pt;"><span style="mso-ansi-language: PL;" lang="PL"><span style="font-family: Times New Roman; font-size: small;"> </span></span></p>
<p class="MsoNormal" style="margin: 0cm 0cm 0pt;"><span style="mso-ansi-language: PL;" lang="PL"><span style="font-size: small;"><span style="font-family: Times New Roman;"><span style="mso-spacerun: yes;">     </span>nie wybaczyłby sobie tego do końca życia. Wtedy już w ogóle nie wychodziłby z domu. Nawet nocą.</span></span></span></p>
<p class="MsoNormal" style="margin: 0cm 0cm 0pt;"><span style="mso-ansi-language: PL;" lang="PL"><span style="font-size: small;"><span style="font-family: Times New Roman;"><span style="mso-spacerun: yes;">     </span>Opuścili swe ciała i udali się tą samą drogą, co poprzednim razem. Znali już ją na pamięć. Lepiej niż trasę do najbliższego sklepu. To stało się w zasadzie ich drugim (pierwszym) życiem.</span></span></span></p>
<p class="MsoNormal" style="margin: 0cm 0cm 0pt;"><span style="mso-ansi-language: PL;" lang="PL"><span style="font-size: small;"><span style="font-family: Times New Roman;"><span style="mso-spacerun: yes;">     </span>Kiedy wracali nad ranem i rozchodzili się do domów, od razu szli spać. Przesypiali prawie cały dzień nabierając sił i energii do walki. Wstawali pod wieczór. Zjedli coś i przychodzili do Arty’ego. Tak ostatnio wyglądały ich dni. Mieli naprawdę cudowne wakacje.</span></span></span></p>
<p class="MsoNormal" style="margin: 0cm 0cm 0pt;"><span style="mso-ansi-language: PL;" lang="PL"><span style="font-size: small;"><span style="font-family: Times New Roman;"><span style="mso-spacerun: yes;">     </span>Znaleźli się w małym pomieszczeniu, w kształcie sześciokątu. Ledwo udało się im w nim pomieścić. Na przeciwległej od Midasa ścianie znajdowało się małe okienko, przez które udało im się wyjść. Znaleźli się w identycznym pomieszczeniu, tyle że ściany miały inny kolor. Tamte było całkowicie czarne, te miały granatową poświatę.</span></span></span></p>
<p class="MsoNormal" style="margin: 0cm 0cm 0pt;"><span style="mso-ansi-language: PL;" lang="PL"><span style="font-size: small;"><span style="font-family: Times New Roman;"><span style="mso-spacerun: yes;">     </span>Przechodzili z jednego pokoju do drugiego, co powoli stawało się nużące. Zmieniały się tylko barwy. Kształt pomieszczeń pozostawał ten sam. Kiedy stracili nadzieję na wyjście z tej przeklętej pułapki, w jednym z pokojów coś zaczęło się zmieniać.</span></span></span></p>
<p class="MsoNormal" style="margin: 0cm 0cm 0pt;"><span style="mso-ansi-language: PL;" lang="PL"><span style="font-size: small;"><span style="font-family: Times New Roman;"><span style="mso-spacerun: yes;">     </span>We wszystkich ścianach i w suficie pojawiły się drzwi. Najzwyklejsze drewniane drzwi, jakich pełno było w miejscowym collegu.</span></span></span></p>
<p class="MsoNormal" style="margin: 0cm 0cm 0pt;"><span style="font-family: &quot;Times New Roman&quot;,&quot;serif&quot;; font-size: 12pt; mso-fareast-font-family: 'Times New Roman'; mso-ansi-language: PL; mso-fareast-language: EN-GB; mso-bidi-language: AR-SA;" lang="PL"><span style="mso-spacerun: yes;">     </span>Rozdzielili się. Gabriel wzniósł się ku drzwiom w suficie i przez nie wszedł. Pozostali przeszli przez drzwi w ścianach, każdy przez inne. Obiecali sobie, że spotkają się na końcu labiryntu przed świtem. Musieli dotrzymać tej obietnicy.</span></p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://bristolpl.com/blog/?feed=rss2&amp;p=924</wfw:commentRss>
		</item>
		<item>
		<title>Droga nr 47 - odcinek 76</title>
		<link>http://bristolpl.com/blog/?p=921</link>
		<comments>http://bristolpl.com/blog/?p=921#comments</comments>
		<pubDate>Wed, 19 May 2010 15:46:20 +0000</pubDate>
		<dc:creator>arynkiewicz</dc:creator>
		
		<category><![CDATA[Bez kategorii]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://bristolpl.com/blog/?p=921</guid>
		<description><![CDATA[Szeryf Stackew traci kolejne tatuaże. Zostały już tylko dwa. Co się stanie, gdy i one znikną? Zapraszam na trzecią część rozdziału dziesiątego.
     John siedział w swoim biurze, choć tak naprawdę nie był w nim zbyt przydatny. Miał zabandażowane nie tylko ręce, ale i kawałek pleców. Ogólne poparzenia drugiego i trzeciego stopnia. Kiedy wpadł do szpitala, [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p>Szeryf Stackew traci kolejne tatuaże. Zostały już tylko dwa. Co się stanie, gdy i one znikną? Zapraszam na trzecią część rozdziału dziesiątego.<span id="more-921"></span></p>
<p class="MsoNoSpacing" style="margin: 0cm 0cm 0pt;"><span style="font-family: &quot;Times New Roman&quot;,&quot;serif&quot;; font-size: 12pt;" lang="PL"><span style="mso-spacerun: yes;">     </span>John siedział w swoim biurze, choć tak naprawdę nie był w nim zbyt przydatny. Miał zabandażowane nie tylko ręce, ale i kawałek pleców. Ogólne poparzenia drugiego i trzeciego stopnia. Kiedy wpadł do szpitala, siedząca w recepcji pielęgniarka omal nie zemdlała. Wyglądał przeraźliwie i ohydnie.</span></p>
<p class="MsoNoSpacing" style="margin: 0cm 0cm 0pt;"><span style="font-family: &quot;Times New Roman&quot;,&quot;serif&quot;; font-size: 12pt;" lang="PL"><span style="mso-spacerun: yes;">     </span>Cały był mokry od padającego deszczu. Podwinięte rękawy popalonej koszuli odsłoniły rany na przedramieniu. Mięso dosłownie wypływało na zewnątrz. Tak, jakby krzyczało i błagało, by je natychmiast wypuścić.</span></p>
<p class="MsoNoSpacing" style="margin: 0cm 0cm 0pt;"><span style="font-family: &quot;Times New Roman&quot;,&quot;serif&quot;; font-size: 12pt;" lang="PL"><span style="mso-spacerun: yes;">     </span>Bardzo szybko zabrali go do sali na drugim piętrze z napisem: chirurgia. Tam został poddany narkozie. Kiedy opadały mu powieki, zdołał jeszcze ujrzeć dookoła siebie tłum ludzi w białych kitlach, którzy krzątali się przy nim, jakby był prezydentem, nie szeryfem. A może był dla nich kimś więcej?</span></p>
<p class="MsoNoSpacing" style="margin: 0cm 0cm 0pt;"><span style="font-family: &quot;Times New Roman&quot;,&quot;serif&quot;; font-size: 12pt;" lang="PL"><span style="mso-spacerun: yes;">     </span>Kiedy się ocknął, usłyszał najpierw ciche bzyczenie, potem coraz głośniejsze, które w konsekwencji przerodziło się w dudnienie, palące jego uszy, jak ogień piekielny.</span></p>
<p class="MsoNoSpacing" style="margin: 0cm 0cm 0pt;"><span style="font-family: &quot;Times New Roman&quot;,&quot;serif&quot;; font-size: 12pt;" lang="PL"><span style="mso-spacerun: yes;">     </span>Popatrzył na ręce. Całe białe. Wyglądał, jak mumia ze starych horrorów z lat trzydziestych minionego wieku. Próbował się podnieść, ale przy większym wysiłku poczuł tylko tępy ból w krzyżu, który powalił go z powrotem na łóżko. Zauważył to jeden z dwóch lekarzy stojącyh na korytarzu i szybko podszedł do niego, ganiąc go za ignorację i brak poczucia realizmu.</span></p>
<p class="MsoNoSpacing" style="margin: 0cm 0cm 0pt;"><span style="font-family: &quot;Times New Roman&quot;,&quot;serif&quot;; font-size: 12pt;" lang="PL"><span style="mso-spacerun: yes;">     </span>- Co pan robi szeryfie Stackew? Przecież znajduje się pan w stanie, który nie pozwala na jakiekolwiek poruszanie się. Ba, panu nie wolno nawet zbyt głęboko oddychać – krzyczał na niego lekarz. Policjant popatrzył jednak na niego, jak gdyby oczekiwał uśmiechu na lekarskiej, inteligentnej twarzy. Tamtemu do śmiechu, na nieszczęście szeryfa, nie było. Wręcz przeciwnie, był jeszcze bardziej wściekły zachowaniem stróża prawa. – Ja wcale nie żartuję! Pana ciało musi teraz dużo odpoczywać i nie może go pan nadwerężać. Rany muszą się zrosnąć, a to niestety potrwa. Nie dzień czy dwa tygodnie, ale kilka długich miesięcy. I nie chcę pana wcale straszyć, ale będą to bardzo bolesne miesiące.</span></p>
<p class="MsoNoSpacing" style="margin: 0cm 0cm 0pt;"><span style="font-family: &quot;Times New Roman&quot;,&quot;serif&quot;; font-size: 12pt;" lang="PL"><span style="mso-spacerun: yes;">     </span>John popatrzył na niego i już wiedział, że lekarz rzeczywiście nie kłamie. Nie lubił jednak gości w białych kitlach, poruszających się z maksymalną prędkością dwóch mil na godzinę i rzucających do wszystkich chamskie i aroganckie uwagi, jakby byli półbogami.</span></p>
<p class="MsoNoSpacing" style="margin: 0cm 0cm 0pt;"><span style="font-family: &quot;Times New Roman&quot;,&quot;serif&quot;; font-size: 12pt;" lang="PL"><span style="mso-spacerun: yes;">     </span>- Łatwiej by nam było, gdyby powiedział nam pan, gdzie się to panu stało. Musimy coś wpisać do akt, bo jak na razie jest pan tu prawie czterdzieści osiem godzin, a nikt nie wie zupełnie nic o jakimkolwiek pożarze. Zresztą jest taki deszcz, że prędzej czy później szybko ugasiłby ogień, szeryfie Stackew – rzucił lekarz, jego czoło zaś zmarszczyło się, a potem powiększyłom, jak balon po świeżo włożonej do buzi gumie balonowej.</span></p>
<p class="MsoNoSpacing" style="margin: 0cm 0cm 0pt;"><span style="font-family: &quot;Times New Roman&quot;,&quot;serif&quot;; font-size: 12pt;" lang="PL"><span style="mso-spacerun: yes;">     </span>- Kiedyś byłem ochotnikiem w straży i, choć może pan tego nie wiedzieć, deszcz nie zawsze jest sprzymierzeńcem tych, którzy walczą z ogniem. A ręce oparzyłem sobie podczas wkładania drewna do pieca. Tylko tyle pamiętam.</span></p>
<p class="MsoNoSpacing" style="margin: 0cm 0cm 0pt;"><span style="font-family: &quot;Times New Roman&quot;,&quot;serif&quot;; font-size: 12pt;" lang="PL"><span style="mso-spacerun: yes;">     </span>- A rany na plecach i łopatkach? Wchodził pan cały do tego pieca, czy jest on po prostu taki wielki? – nie spodobał mu się ton, w jakim lekarz się do niego zwracał. Jakim prawem? Jak śmiał? To on od zawsze był od zadawania pytań, a nie od tego, by to ktoś inny próbował wyciągnąć do niego jakiekolwiek informacje. – Nie wspomnę już o pooperacyjnej, świeżej bliźnie na pana brzuchu. Też jest przypadkowa?</span></p>
<p class="MsoNoSpacing" style="margin: 0cm 0cm 0pt;"><span style="font-family: &quot;Times New Roman&quot;,&quot;serif&quot;; font-size: 12pt;" lang="PL"><span style="mso-spacerun: yes;">     </span>- Może pójdzie pan na korytarz i zobaczy, czy tam siebie nie znajdzie, dobrze? Chyba, że woli pan posiedzieć przez chwilę przy mnie, a ja opowiem panu, jak wypełniał pan zeznania podatkowe, dzięki którym nie musiał pan płacić za rancho za miastem ani centa do miejskiej kasy? Co pan na to, doktorku?</span></p>
<p class="MsoNoSpacing" style="margin: 0cm 0cm 0pt;"><span style="font-family: &quot;Times New Roman&quot;,&quot;serif&quot;; font-size: 12pt;" lang="PL"><span style="mso-spacerun: yes;">     </span>Popatrzył przez chwilę na szeryfa. Oczy nabrzmiały mu, jak dwie piłki do basseballa po ciężkim wtorkowym meczu w play-offach. Odwrócił się na pięcie i wyszedł na korytarz. Dobrze, że kiedyś przeglądał stare akta. Zawsze na coś się przydają. Zazwyczaj wtedy, kiedy mamy o tym najmniejsze pojęcie.</span></p>
<p class="MsoNoSpacing" style="margin: 0cm 0cm 0pt;"><span style="font-family: &quot;Times New Roman&quot;,&quot;serif&quot;; font-size: 12pt;" lang="PL"><span style="mso-spacerun: yes;">     </span>Gdy nadciągnęła noc, a za oknami błyskało zupełnie tak, jakby był listopad, a nie środek lata, usłyszał hałasy na korytarzu. Nie mógł spać, więc postanowił posłuchać, co się dzieje. Dwaj mężczyźni, stanęli blisko jego sali. Drzwi były lekko uchylone z powodu ciepła panującego w szpitalnym skrzydle, w którym został ulokowany. Zazwyczaj słyszał różne hałasy przez sen, tym razem były na jawie. Podniósł się lekko i nadstawił uszu, jak radary w wojsku.</span></p>
<p class="MsoNoSpacing" style="margin: 0cm 0cm 0pt;"><span style="font-family: &quot;Times New Roman&quot;,&quot;serif&quot;; font-size: 12pt;" lang="PL"><span style="mso-spacerun: yes;">     </span>- Gdzie go znaleźli? W kanale? W jakim kanale? – to był dostojny głos starszego spokojnego człowieka. W jego ton wdarła się jednak nutka niepokoju i strachu.</span></p>
<p class="MsoNoSpacing" style="margin: 0cm 0cm 0pt;"><span style="font-family: &quot;Times New Roman&quot;,&quot;serif&quot;; font-size: 12pt;" lang="PL"><span style="mso-spacerun: yes;">     </span>- Nie krzycz tak. Jeszcze któryś z pacjentów nas usłyszy – wiedział do kogo należał ten głos. To jego dobry kolega, który przed kilkoma godzinami odwiedził łóżko i który dowiedziawszy się o urzędzie podatkowym, zbladł jak ściana. W jego głosie nie wyczuwał przerażenia, a jedynie podniecenie i ciekawość. – Znaleźli go na brzegu rzeki Arkansas. Leżał przy rurze ściekowej Zakładów Farmaceutycznych Filipa Dowsona. Podobno był tak zmasakrowany, że nie mogli rozpoznać, gdzie jest głowa, a gdzie nogi.</span></p>
<p class="MsoNoSpacing" style="margin: 0cm 0cm 0pt;"><span style="font-family: &quot;Times New Roman&quot;,&quot;serif&quot;; font-size: 12pt;" lang="PL"><span style="mso-spacerun: yes;">     </span>- Ale kto mógł dokonać czegoś tak strasznego? Przecież to jest nieludzkie. Tego nie mógł się dopuścić człowiek, tylko&#8230; tylko&#8230;</span></p>
<p class="MsoNoSpacing" style="margin: 0cm 0cm 0pt;"><span style="font-family: &quot;Times New Roman&quot;,&quot;serif&quot;; font-size: 12pt;" lang="PL"><span style="mso-spacerun: yes;">     </span>- Tylko co? Zwierzę? Bestia? To właśnie chciałeś powiedzieć? - pewny głos doktora odrobinę go przeraził. Mówił zupełnie tak, jak gdyby nie zdarzyło się nic wielkiego. Jakby obejrzał właśnie „Rodzinę Adamsów” i przyszedł podzielić się wrażeniami z telewizyjnego powtórkowego chłamu.</span></p>
<p class="MsoNoSpacing" style="margin: 0cm 0cm 0pt;"><span style="font-family: &quot;Times New Roman&quot;,&quot;serif&quot;; font-size: 12pt;" lang="PL"><span style="mso-spacerun: yes;">     </span>- Nie wiem, co chciałem powiedzieć. Szkoda Nikkiego. Był naprawdę dobrym człowiekiem. Wybaczam mu nawet ten incydent sprzed kilkunastu lat.</span></p>
<p class="MsoNoSpacing" style="margin: 0cm 0cm 0pt;"><span style="font-family: &quot;Times New Roman&quot;,&quot;serif&quot;; font-size: 12pt;" lang="PL"><span style="mso-spacerun: yes;">     </span>Nie wierzył własnym uszom. Nikki? Nikki Butt? Jego kumpel z policji, a późniejszy detektyw? To niemożliwe! Jezu, powiedz mi, co się dzieje w tym pieprzonym mieście?</span></p>
<p class="MsoNoSpacing" style="margin: 0cm 0cm 0pt;"><span style="font-family: &quot;Times New Roman&quot;,&quot;serif&quot;; font-size: 12pt;" lang="PL"><span style="mso-spacerun: yes;">     </span>Nie może tu dłużej przebywać. Musi się stąd wydostać za wszelką cenę. Wiedział, że lekarze go nie wypuszczą, bo to patałachy, które myślą, że pozjadały wszystkie rozumy na świecie.</span></p>
<p class="MsoNoSpacing" style="margin: 0cm 0cm 0pt;"><span style="font-family: &quot;Times New Roman&quot;,&quot;serif&quot;; font-size: 12pt;" lang="PL"><span style="mso-spacerun: yes;">     </span>Już po dwóch godzinach wydostał się cichcem ze szpitala i zaczął badać wszystkie okoliczności sprawy. Co prawda był dopiero środek nocy, ale nie przeszkadzało mu to wcale. Zresztą i tak nie mógł spać, więc dlaczego nie miałby zająć się czymś pożyteczniejszym, niż leżenie i zwijanie się z bólu w łóżku?</span></p>
<p class="MsoNoSpacing" style="margin: 0cm 0cm 0pt;"><span style="font-family: &quot;Times New Roman&quot;,&quot;serif&quot;; font-size: 12pt;" lang="PL"><span style="mso-spacerun: yes;">     </span>Siedział w biurze całymi godzinami. Nie zastanawiał się nawet głębiej nad tym, że został w pracy praktycznie sam. Nie było żywej duszy. Czasem we śnie widywał Tommy’ego. Jedynego człowieka, któremu naprawdę ufał w tym gównianym miasteczku. Ale Tommy go olał. Pewnego dnia po prostu zadzwonił mówiąc, że rezygnuje.</span></p>
<p class="MsoNoSpacing" style="margin: 0cm 0cm 0pt;"><span style="font-family: &quot;Times New Roman&quot;,&quot;serif&quot;; font-size: 12pt;" lang="PL"><span style="mso-spacerun: yes;">     </span>John bardzo mu zazdrościł. Zawsze chciał być na tyle odważny, by od nich uciec, ale nie potrafił. Za bardzo był z nimi związany. Zbyt głęboko w tym siedział, żeby móc sobie tak po prostu wyjechać.</span></p>
<p class="MsoNoSpacing" style="margin: 0cm 0cm 0pt;"><span style="font-family: &quot;Times New Roman&quot;,&quot;serif&quot;; font-size: 12pt;" lang="PL"><span style="mso-spacerun: yes;">     </span>Ale czy Tommy uciekł? Tak, bo Tommy był nierozważny i miał wszystko w dupie. Dwa dni po wyjściu ze szpitala, John dowiedział się, że jego były zastępca zginął w wypadku samochodowym w kanionie Nocnej Sowy. Spadł z wysokości prawie tysiąca metrów. Jego auto wraz zawartością, rozbiło się w drobny mak. Nie było czego zbierać. Lekarze policyjni zdrapywali Tommy’ego z karoserii samochodu.</span></p>
<p class="MsoNoSpacing" style="margin: 0cm 0cm 0pt;"><span style="font-family: &quot;Times New Roman&quot;,&quot;serif&quot;; font-size: 12pt;" lang="PL"><span style="mso-spacerun: yes;">     </span>John dowiedział się o tym telefonicznie, dzięki uprzejmości jednego z tamtejszych policjantów. Kiedy usłyszał hiobowe wieści, nie uwierzył. To nie może być prawda! Nie Tommy. Każdy, tylko nie on&#8230;</span></p>
<p class="MsoNoSpacing" style="margin: 0cm 0cm 0pt;"><span style="font-family: &quot;Times New Roman&quot;,&quot;serif&quot;; font-size: 12pt;" lang="PL"><span style="mso-spacerun: yes;">     </span>Wyciągnął butelkę szkockiej i chociaż był na zastrzykach i antybiotykach, opróżnił całą w przeciągu niecałej godziny. Potem padł jak kawka na stół i spał z twarzą opierającą się o blat przez prawie siedem godzin. Kiedy się przebudził, świat wirował mu przed oczyma w barwach kolorowych świateł. Nie chciało mu się nawet oddychać.</span></p>
<p class="MsoNoSpacing" style="margin: 0cm 0cm 0pt;"><span style="font-family: &quot;Times New Roman&quot;,&quot;serif&quot;; font-size: 12pt;" lang="PL"><span style="mso-spacerun: yes;">     </span>Ponownie poczuł ten sam tępy ból w plecach. Do tego jeszcze niemiłosiernie paliły go ręce. Chyba jednak będzie musiał iść do szpitala na zmianę opatrunku, bo sam sobie z tym nie poradzi. Był nieporadny, jak małe dziecko. Nie potrafił nawet dobrze utrzymać w ręce słuchawki. Cholerny świat, w dodatku deszczowy.</span></p>
<p class="MsoNoSpacing" style="margin: 0cm 0cm 0pt;"><span style="font-family: &quot;Times New Roman&quot;,&quot;serif&quot;; font-size: 12pt;" lang="PL"><span style="mso-spacerun: yes;">     </span>Podniósł się z krzesła i pobiegł do ubikacji. Wyrzucił z siebie całą zawartość żołądka, choć nie było tego zbyt wiele. Zero jedzenia, prawie same płyny, w tym litr whiskey, i tabletki. Co za ironia! Najpierw pije i czuje się fantastycznie, a potem wszystkiego się pozbywa i jest w kiepskim stanie. Ten, kto wymyślił alkohol, powinien zostać powieszony na rynku głównym miasta, a jego egzekucja transmitowana na cały świat ku przestrodze wszystkim tym, którzy zmuszają ludzi do popadania ze skrajnego stanu w skrajny.</span></p>
<p class="MsoNoSpacing" style="margin: 0cm 0cm 0pt;"><span style="font-family: &quot;Times New Roman&quot;,&quot;serif&quot;; font-size: 12pt;" lang="PL"><span style="mso-spacerun: yes;">     </span>Ubrał się i zamknął drzwi policyjnego pomieszczenia. Ból się nasilał. Myślał, że zwariuje. Pojechał w kierunku szpitala. Przez tę całą ucieczkę, skończyły mu się zapasy tabletek i zastrzyków. A przecież musi coś wziąć, bo zwariuje.</span></p>
<p class="MsoNoSpacing" style="margin: 0cm 0cm 0pt;"><span style="font-family: &quot;Times New Roman&quot;,&quot;serif&quot;; font-size: 12pt;" lang="PL"><span style="mso-spacerun: yes;">     </span>Wszedł do szpitala. Z minuty na minutę czuł się coraz gorzej. Obraz, który aktualnie miał przed oczyma, zniekształcał się i falował. W wizjach pojawiały się rzeczy, o których nie miał zielonego pojęcia. To już nie był rzeczywisty świat. To była inna kraina. Kraina Nienawiści i Pogardy, której stał się pierwszym, pełnoprawnym obywatelem. To on trzymał w dłoniach do niej jedyny i prawowity klucz. I wiedział, jak go użyć.</span></p>
<p class="MsoNoSpacing" style="margin: 0cm 0cm 0pt;"><span style="font-family: &quot;Times New Roman&quot;,&quot;serif&quot;; font-size: 12pt;" lang="PL"><span style="mso-spacerun: yes;">     </span>Upadł. Kiedy się ocknął, leżał na szpitalnym łóżku z podłączoną do prawego przedramienia kroplówką. Wcisnął brzęczyk, po klilkunastu sekundach pojawiła się pielęgniarka. Była bardzo ładna. Biały kitel opinał jej seksowne ciało, które emanowało seksapilem przy każdym ruchu, który wykonywała.</span></p>
<p class="MsoNoSpacing" style="margin: 0cm 0cm 0pt;"><span style="font-family: &quot;Times New Roman&quot;,&quot;serif&quot;; font-size: 12pt;" lang="PL"><span style="mso-spacerun: yes;">     </span>Potrafił to ocenić nawet leżąc na łóżku, co bardzo go ucieszyło. To znaczy, że powoli wraca do normalności. No no no, rzeczywiście, była całkiem zgrabną lalunią. Kiedy odchodziła, kręciła tyłeczkiem na lewo i prawo, co jeszcze bardziej go podnieciło. Gdy zamknęła za sobą drzwi, poczuł dziwny zapach.</span></p>
<p class="MsoNoSpacing" style="margin: 0cm 0cm 0pt;"><span style="font-family: &quot;Times New Roman&quot;,&quot;serif&quot;; font-size: 12pt;" lang="PL"><span style="mso-spacerun: yes;">     </span>Jego ciało zaczęło drżeć. Łóżko trzęsło się coraz mocniej, a z jego wnętrza zaczął się wydobywać dym. Poczuł swędzące palenie i szczypanie, które najpierw powoli, a potem coraz szybciej ogarniało całe ciało.</span></p>
<p class="MsoNoSpacing" style="margin: 0cm 0cm 0pt;"><span style="font-family: &quot;Times New Roman&quot;,&quot;serif&quot;; font-size: 12pt;" lang="PL"><span style="mso-spacerun: yes;">     </span>Na lewym ramieniu zniknął tatuaż. Potem kolejny na piersiach i jeszcze jeden z prawej łydki. Zawył z bólu, który odszedł, by po chwili powrócić ze zdwojoną siłą.</span></p>
<p class="MsoNoSpacing" style="margin: 0cm 0cm 0pt;"><span style="font-family: &quot;Times New Roman&quot;,&quot;serif&quot;; font-size: 12pt;" lang="PL"><span style="mso-spacerun: yes;">     </span>Kiedy przybiegła pielęgniarka, dziwnym trafem inna niż poprzednim razem, było już po wszystkim. Dym zniknął całkowicie, nie czuć było smrodu, który bił jeszcze przed momentem z całą siłą w nozdrza. Pozostał tylko sam John, który trząsł się, jak galareta.</span></p>
<p class="MsoNoSpacing" style="margin: 0cm 0cm 0pt;"><span style="font-family: &quot;Times New Roman&quot;,&quot;serif&quot;; font-size: 12pt;" lang="PL"><span style="mso-spacerun: yes;">     </span>O ile pamiętał, zostały mu dwa tatuaże. Nie wiedział jednak, co oznaczały. Nie wiedział też, co stanie się, gdy i one znikną. Czy to będzie koniec? Jego koniec? Koniec wszystkiego?</span></p>
<p class="MsoNoSpacing" style="margin: 0cm 0cm 0pt;"><span style="line-height: 115%; font-family: &quot;Times New Roman&quot;,&quot;serif&quot;; font-size: 12pt; mso-fareast-font-family: 'Times New Roman'; mso-ansi-language: PL; mso-fareast-language: EN-US; mso-bidi-language: AR-SA;" lang="PL"><span style="mso-spacerun: yes;">     </span>A może dopiero początek?</span></p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://bristolpl.com/blog/?feed=rss2&amp;p=921</wfw:commentRss>
		</item>
		<item>
		<title>Droga nr 47 - odcinek 75</title>
		<link>http://bristolpl.com/blog/?p=918</link>
		<comments>http://bristolpl.com/blog/?p=918#comments</comments>
		<pubDate>Mon, 26 Apr 2010 16:57:33 +0000</pubDate>
		<dc:creator>arynkiewicz</dc:creator>
		
		<category><![CDATA[Bez kategorii]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://bristolpl.com/blog/?p=918</guid>
		<description><![CDATA[Arty zaczyna mieć wątpliwości, czy podoła przewodnictwu grupie śmiałków walczących o istnienie ludzkości. czy ktoś mu pomoże? Oto druga część rozdziału dziesiątego.
     Arty wrócił do domu okrężną drogą, tak, by nikt go nie widział. Już nie pamiętał, kiedy wstał tak wcześnie. Jedenasta przed południem, to wciąż noc. Przynajmniej dla niego.
     Przez cały czas czuł krzykliwy [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p>Arty zaczyna mieć wątpliwości, czy podoła przewodnictwu grupie śmiałków walczących o istnienie ludzkości. czy ktoś mu pomoże? Oto druga część rozdziału dziesiątego.<span id="more-918"></span></p>
<p class="MsoNoSpacing" style="margin: 0cm 0cm 0pt;"><span style="font-family: &quot;Times New Roman&quot;,&quot;serif&quot;; font-size: 12pt;" lang="PL"><span style="mso-spacerun: yes;">     </span>Arty wrócił do domu okrężną drogą, tak, by nikt go nie widział. Już nie pamiętał, kiedy wstał tak wcześnie. Jedenasta przed południem, to wciąż noc. Przynajmniej dla niego.</span></p>
<p class="MsoNoSpacing" style="margin: 0cm 0cm 0pt;"><span style="font-family: &quot;Times New Roman&quot;,&quot;serif&quot;; font-size: 12pt;" lang="PL"><span style="mso-spacerun: yes;">     </span>Przez cały czas czuł krzykliwy ból w plecach. Rana zamiast się goić, coraz mocniej krwawiła. Nie mógł jednak iść do szpitala, bo od razu zatrzymaliby go na obserwacji i zapewne nie wypuścili do domu, a na to nie mógł sobie pozwolić.</span></p>
<p class="MsoNoSpacing" style="margin: 0cm 0cm 0pt;"><span style="font-family: &quot;Times New Roman&quot;,&quot;serif&quot;; font-size: 12pt;" lang="PL"><span style="mso-spacerun: yes;">     </span>Kiedy doszedł do miejsca, w którym zazwyczaj tworzył z rodzicami namiastkę rodziny, zdjął wiatrówkę i koszulkę. Tatuaż na lewym ramieniu lśnił w łazienkowym świetle, jak ostroga na butach Sundance Kida w popołudniowym kalifornijskim słońcu. Popatrzył ze zmęczenia w lustro.</span></p>
<p class="MsoNoSpacing" style="margin: 0cm 0cm 0pt;"><span style="font-family: &quot;Times New Roman&quot;,&quot;serif&quot;; font-size: 12pt;" lang="PL"><span style="mso-spacerun: yes;">     </span>Twarz wykrzywiał mu grymas bólu. Coraz trudniej było nad nim panować. Kilka ostatnich nocy jeszcze bardziej go dobiło. Było coraz gorzej i dobrze o tym wiedzieli. Już dwa razy musieli uciekać z pola bitwy, bo zabrakło im energii na kontynuowanie walki. Jeszcze kilka takich wpadek i wykończą się psychicznie. Wszyscy po kolei.</span></p>
<p class="MsoNoSpacing" style="margin: 0cm 0cm 0pt;"><span style="font-family: &quot;Times New Roman&quot;,&quot;serif&quot;; font-size: 12pt;" lang="PL"><span style="mso-spacerun: yes;">     </span>Było im ciężko bez Neivy. Jego armie wysyłane z zaświatów niejeden raz ratowały ich z opresji. Pozwalało im to zachować więcej siły na potem. Teraz jednak wszystko uległo diametralnej zmianie. Zło było coraz silniejsze, Arty doskonale o tym wiedział. Nie powiedział im jednak o tym. Nie chciał ich bardziej dobijać. Po co zamartwiać się na przyszłość.</span></p>
<p class="MsoNoSpacing" style="margin: 0cm 0cm 0pt;"><span style="font-family: &quot;Times New Roman&quot;,&quot;serif&quot;; font-size: 12pt;" lang="PL"><span style="mso-spacerun: yes;">     </span>Byli coraz słabsi. Każdej kolejnej nocy zamiast rosnąć w siłę, pola ich energii przybierały coraz ciemniejsze barwy. Neiva współtworzył razem z nimi nierozerwalny krąg, który dodawał im boskiej mocy. Teraz, kiedy został przerwany, nie można było mówić o spójności. Każdy zdany był wyłącznie na siebie.</span></p>
<p class="MsoNoSpacing" style="margin: 0cm 0cm 0pt;"><span style="font-family: &quot;Times New Roman&quot;,&quot;serif&quot;; font-size: 12pt;" lang="PL"><span style="mso-spacerun: yes;">     </span>Arty zdjął opatrunek. Niebieska ciecz zabarwiła bandaż na tyle mocno, że przebiła go intensywnością koloru i rozmazała się po całych plecach. Wyjął z szuflady świeży opatrunek. Zdjął zeń etykietę, po czym zaczął owijać materiał wokół talii. Im dłużej to robił, tym gorzej się czuł.</span></p>
<p class="MsoNoSpacing" style="margin: 0cm 0cm 0pt;"><span style="font-family: &quot;Times New Roman&quot;,&quot;serif&quot;; font-size: 12pt;" lang="PL"><span style="mso-spacerun: yes;">     </span>Oczy zaszły łzami. Zaczął płakać. Upadł na kolana. Ręce splótł z tyłu głowy i pogrążył się na kilka sekund w zapomnieniu.</span></p>
<p class="MsoNoSpacing" style="margin: 0cm 0cm 0pt;"><span style="font-family: &quot;Times New Roman&quot;,&quot;serif&quot;; font-size: 12pt;" lang="PL"><span style="mso-spacerun: yes;">     </span>Wiedział, że nie może nikogo obdarzać uczuciem. Widział swoją przyszłość, dlatego. Nie wiedział jednak, że Camille umrze pierwsza. To było niesprawiedliwe. Tak nie powinno być. To on miał umrzeć przed nią, a ona dłużej, choć i tak niezbyt długo, cieszyć się życiem. Jeśli tak w ogóle można nazwać sytuację, w której się znaleźli.</span></p>
<p class="MsoNoSpacing" style="margin: 0cm 0cm 0pt;"><span style="font-family: &quot;Times New Roman&quot;,&quot;serif&quot;; font-size: 12pt;" lang="PL"><span style="mso-spacerun: yes;">     </span>Otarł łzy płynące po policzku. Szkliste oczy zanurzył w miękkim niebieskim ręczniku. Podniósł się. Spojrzał w lustro.</span></p>
<p class="MsoNoSpacing" style="margin: 0cm 0cm 0pt;"><span style="font-family: &quot;Times New Roman&quot;,&quot;serif&quot;; font-size: 12pt;" lang="PL"><span style="mso-spacerun: yes;">     </span>Nie poddawaj się, rozumiesz? Nie możesz! Nie teraz! Daj przykład innym, żeby widzieli, że wszystko jest w porządku. Nie mogą ujrzeć twojej słabości, bo sami w nią popadną.</span></p>
<p class="MsoNoSpacing" style="margin: 0cm 0cm 0pt;"><span style="font-family: &quot;Times New Roman&quot;,&quot;serif&quot;; font-size: 12pt;" lang="PL"><span style="mso-spacerun: yes;">     </span>Ten wewnętrzny głos przywrócił w nim odrobinę równowagi. Nie mógł dopuścić, by coś złego stało się pozostałym z jego Aniołów.</span></p>
<p class="MsoNoSpacing" style="margin: 0cm 0cm 0pt;"><span style="font-family: &quot;Times New Roman&quot;,&quot;serif&quot;; font-size: 12pt;" lang="PL"><span style="mso-spacerun: yes;">     </span>Pafos, Azial, Sarian i Minas. Te imiona tkwią w jego pamięci, jak drzazga, której nie można wyciągnąć, a co najwyżej wepchnąć jeszcze głębiej. Teraz to oni byli jego życiem. Na niczym innym nie potrafił się skupić.</span></p>
<p class="MsoNoSpacing" style="margin: 0cm 0cm 0pt;"><span style="font-family: &quot;Times New Roman&quot;,&quot;serif&quot;; font-size: 12pt;" lang="PL"><span style="mso-spacerun: yes;">     </span>Strata była wyjątkowo bolesna. Zmarła bliska mu osoba, co nie znaczyło, że powinien się załamywać. Musi przetrwać, wstać po upadku. Tylko w ten sposób może zapomnieć o przykrych rzeczach, jakie ich ostatnio spotkały. Musi tez oddać hołd Neivie. Wojownikowi, który w tak młodym wieku poświęcił swoje życie dla ratowania innych, którzy nie są nawet w stanie zrozumieć, że ktoś oddał coś najcenniejszego dla nich. I za nich.</span></p>
<p class="MsoNoSpacing" style="margin: 0cm 0cm 0pt;"><span style="font-family: &quot;Times New Roman&quot;,&quot;serif&quot;; font-size: 12pt;" lang="PL"><span style="mso-spacerun: yes;">     </span>Poszedł do pokoju, położył się na łóżko. Musi zasnąć i odpocząć. Dziś czeka ich kolejna rozgrywka z Wielkim Władcą Czarnej Krainy, która już na wstępnym etapie przybrała znamiona zbliżającego się kataklizmu.</span></p>
<p class="MsoNoSpacing" style="margin: 0cm 0cm 0pt;"><span style="font-family: &quot;Times New Roman&quot;,&quot;serif&quot;; font-size: 12pt;" lang="PL"><span style="mso-spacerun: yes;">     </span>Kiedy zamykał oczy, zdołał jeszcze zerknąć na okno. Deszcz uderzał jednostajnie w aluminiowy parapet. Od kilku dni padało praktycznie bez przerwy. Ludzie powoli zaczynali tracić nadzieję na słońce. Arty wiedział, że nie uda im się, jeśli ludzie nie będą mieli w co wierzyć. Nadzieja zniknie na zawsze.</span></p>
<p class="MsoNoSpacing" style="margin: 0cm 0cm 0pt;"><span style="line-height: 115%; font-family: &quot;Times New Roman&quot;,&quot;serif&quot;; font-size: 12pt; mso-fareast-font-family: 'Times New Roman'; mso-ansi-language: PL; mso-fareast-language: EN-US; mso-bidi-language: AR-SA;" lang="PL"><span style="mso-spacerun: yes;">     </span>Zapadł w długi i mocny sen.</span></p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://bristolpl.com/blog/?feed=rss2&amp;p=918</wfw:commentRss>
		</item>
		<item>
		<title>Droga nr 47 - odcinek 74</title>
		<link>http://bristolpl.com/blog/?p=908</link>
		<comments>http://bristolpl.com/blog/?p=908#comments</comments>
		<pubDate>Thu, 15 Apr 2010 17:17:06 +0000</pubDate>
		<dc:creator>arynkiewicz</dc:creator>
		
		<category><![CDATA[Bez kategorii]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://bristolpl.com/blog/?p=908</guid>
		<description><![CDATA[Camille nie żyje. Aniołowie stracili pierwszego ze swego grona. Nikt jednak nie wie, jak zginęła. Muszą okłamywać jej własną matkę. Oto odcinek pierwszy rozdziału dziesiątego.
Na granicy ludzkiej wiary
Gdzie w przestworzach strach się szerzy
Ni to jawa, ni to mary
Siedzi człowiek w czarnej wieży
I nie próbuj go ratować
Bo daremne są twe trudy
Nie ma wcale co żałować
Świata fałszu [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p>Camille nie żyje. Aniołowie stracili pierwszego ze swego grona. Nikt jednak nie wie, jak zginęła. Muszą okłamywać jej własną matkę. Oto odcinek pierwszy rozdziału dziesiątego.<span id="more-908"></span></p>
<p class="MsoNoSpacing" style="margin: 0cm 0cm 0pt;"><span style="font-family: &quot;Times New Roman&quot;,&quot;serif&quot;; font-size: 12pt;" lang="PL">Na granicy ludzkiej wiary</span></p>
<p class="MsoNoSpacing" style="margin: 0cm 0cm 0pt;"><span style="font-family: &quot;Times New Roman&quot;,&quot;serif&quot;; font-size: 12pt;" lang="PL">Gdzie w przestworzach strach się szerzy</span></p>
<p class="MsoNoSpacing" style="margin: 0cm 0cm 0pt;"><span style="font-family: &quot;Times New Roman&quot;,&quot;serif&quot;; font-size: 12pt;" lang="PL">Ni to jawa, ni to mary</span></p>
<p class="MsoNoSpacing" style="margin: 0cm 0cm 0pt;"><span style="font-family: &quot;Times New Roman&quot;,&quot;serif&quot;; font-size: 12pt;" lang="PL">Siedzi człowiek w czarnej wieży</span></p>
<p class="MsoNoSpacing" style="margin: 0cm 0cm 0pt;"><span style="font-family: &quot;Times New Roman&quot;,&quot;serif&quot;; font-size: 12pt;" lang="PL">I nie próbuj go ratować</span></p>
<p class="MsoNoSpacing" style="margin: 0cm 0cm 0pt;"><span style="font-family: &quot;Times New Roman&quot;,&quot;serif&quot;; font-size: 12pt;" lang="PL">Bo daremne są twe trudy</span></p>
<p class="MsoNoSpacing" style="margin: 0cm 0cm 0pt;"><span style="font-family: &quot;Times New Roman&quot;,&quot;serif&quot;; font-size: 12pt;" lang="PL">Nie ma wcale co żałować</span></p>
<p class="MsoNoSpacing" style="margin: 0cm 0cm 0pt;"><span style="line-height: 115%; font-family: &quot;Times New Roman&quot;,&quot;serif&quot;; font-size: 12pt; mso-fareast-font-family: 'Times New Roman'; mso-ansi-language: PL; mso-fareast-language: EN-US; mso-bidi-language: AR-SA;" lang="PL">Świata fałszu i obłudy</span></p>
<p class="MsoNoSpacing" style="margin: 0cm 0cm 0pt;"> </p>
<p class="MsoNoSpacing" style="margin: 0cm 0cm 0pt;"> <span style="line-height: 115%; font-family: &quot;Times New Roman&quot;,&quot;serif&quot;; font-size: 12pt; mso-fareast-font-family: 'Times New Roman'; mso-ansi-language: PL; mso-fareast-language: EN-US; mso-bidi-language: AR-SA;" lang="PL"><span style="font-family: &quot;Times New Roman&quot;,&quot;serif&quot;; font-size: 12pt;" lang="PL">„I zatrąbił piąty anioł; i widziałem gwiazdę, która spadła z nieba na ziemię; i dano jej klucz od studni otchłani.”</span></span></p>
<p class="MsoNoSpacing" style="margin: 0cm 0cm 0pt;"><span style="line-height: 115%; font-family: &quot;Times New Roman&quot;,&quot;serif&quot;; font-size: 12pt; mso-fareast-font-family: 'Times New Roman'; mso-ansi-language: PL; mso-fareast-language: EN-US; mso-bidi-language: AR-SA;" lang="PL"><span style="font-family: &quot;Times New Roman&quot;,&quot;serif&quot;; font-size: 12pt;" lang="PL">Apokalipsa św. Jana 9,1</span></span></p>
<p class="MsoNoSpacing" style="margin: 0cm 0cm 0pt;"> </p>
<p class="MsoNoSpacing" style="margin: 0cm 0cm 0pt;"> <span style="line-height: 115%; font-family: &quot;Times New Roman&quot;,&quot;serif&quot;; font-size: 12pt; mso-fareast-font-family: 'Times New Roman'; mso-ansi-language: PL; mso-fareast-language: EN-US; mso-bidi-language: AR-SA;" lang="PL"><span style="font-family: &quot;Times New Roman&quot;,&quot;serif&quot;; font-size: 12pt;" lang="PL">„A piąty wylał czaszę swoją na tron zwierzęcia; i pogrążyło się królestwo jego w ciemnościach. I gryźli ludzie z bólu swoje języki.”</span></span></p>
<p class="MsoNoSpacing" style="margin: 0cm 0cm 0pt;"><span style="line-height: 115%; font-family: &quot;Times New Roman&quot;,&quot;serif&quot;; font-size: 12pt; mso-fareast-font-family: 'Times New Roman'; mso-ansi-language: PL; mso-fareast-language: EN-US; mso-bidi-language: AR-SA;" lang="PL"><span style="line-height: 115%; font-family: &quot;Times New Roman&quot;,&quot;serif&quot;; font-size: 12pt; mso-fareast-font-family: 'Times New Roman'; mso-ansi-language: PL; mso-fareast-language: EN-US; mso-bidi-language: AR-SA;" lang="PL">Apokalipsa św. Jana 16,10</span></span></p>
<p class="MsoNoSpacing" style="margin: 0cm 0cm 0pt;"> </p>
<p class="MsoNoSpacing" style="margin: 0cm 0cm 0pt;"> <span style="font-family: &quot;Times New Roman&quot;,&quot;serif&quot;; font-size: 12pt;" lang="PL"><span style="mso-spacerun: yes;">     </span>Kilka ostatnich dni należało do wyjątkowo spokojnych. Wszystko zaczęło wracać do normalności. Nienajlepiej działo się jednak z matką Camille, która nie mogła uwierzyć, że jej córka zginęła pod kołami ciężarówki, pędzącej po stanowej 47, z prędkością stu dwudziestu mil na godzinę. Przeciągnęła jej ciało po asfalcie przez ponad siedemdziesiąt metrów. Niewiele z niej zostało.</span></p>
<p class="MsoNoSpacing" style="margin: 0cm 0cm 0pt;"><span style="font-family: &quot;Times New Roman&quot;,&quot;serif&quot;; font-size: 12pt;" lang="PL"><span style="mso-spacerun: yes;">     </span>Taka była oficjalna wersja. Nikt nie mógł się dowiedzieć, jak było naprawdę. Wtedy wszystkie ich wysiłki poszłyby na marne. Byli jedynymi spadkobiercami słów Jezusa, i tylko zachowując tajemnicę głęboko, na dnie swego serca, mogli pokonać zło, które coraz chętniej panoszyło się na ziemi.</span></p>
<p class="MsoNoSpacing" style="margin: 0cm 0cm 0pt;"><span style="font-family: &quot;Times New Roman&quot;,&quot;serif&quot;; font-size: 12pt;" lang="PL"><span style="mso-spacerun: yes;">     </span>Dziś był jej pogrzeb.</span></p>
<p class="MsoNoSpacing" style="margin: 0cm 0cm 0pt;"><span style="font-family: &quot;Times New Roman&quot;,&quot;serif&quot;; font-size: 12pt;" lang="PL"><span style="mso-spacerun: yes;">     </span>Przyjechali wszyscy, nikt nie widział jednak Arty’ego. Kian dostrzegł jego sylwetkę dopiero później, gdy zamajaczyła za drzewami na tyłach cmentarza.</span></p>
<p class="MsoNoSpacing" style="margin: 0cm 0cm 0pt;"><span style="font-family: &quot;Times New Roman&quot;,&quot;serif&quot;; font-size: 12pt;" lang="PL"><span style="mso-spacerun: yes;">     </span>Dobrze go rozumiał. Sam także nie wiedziałby, czy przyjść. Teraz wszystko powywracało się do góry nogami.</span></p>
<p class="MsoNoSpacing" style="margin: 0cm 0cm 0pt;"><span style="font-family: &quot;Times New Roman&quot;,&quot;serif&quot;; font-size: 12pt;" lang="PL"><span style="mso-spacerun: yes;">     </span>- Dobry Boże, Panie zlęknionych i poniewieranych, weź do siebie duszę służebnicy swojej, Camille Fargo. Pozwól jej dostąpić tronu Twego i daj jej życie, które tu, na ziemi, zostało jej tak gwałtownie odebrane. Myśli i czyny niech będą z Tobą, a szczęście tych, którzy odeszli, niech pozostanie w rękach Twoich, na wieki wieków. Amen.</span></p>
<p class="MsoNoSpacing" style="margin: 0cm 0cm 0pt;"><span style="font-family: &quot;Times New Roman&quot;,&quot;serif&quot;; font-size: 12pt;" lang="PL"><span style="mso-spacerun: yes;">     </span>Mama Camille przez cały czas płakała. Oczy miała podpuchnięte, na twarz opuszczoną zaś woalkę. Od kilku dni, czyli od momentu, gdy dowiedziała się o śmierci jedynej bliskiej jej osoby, przestała sypiać. Czasem udało jej się zdrzemnąć na fotelu przez godzinę, może półtorej. To wszystko. Jej organizm nie pozwalał na więcej.</span></p>
<p class="MsoNoSpacing" style="margin: 0cm 0cm 0pt;"><span style="font-family: &quot;Times New Roman&quot;,&quot;serif&quot;; font-size: 12pt;" lang="PL"><span style="mso-spacerun: yes;">     </span>Podeszła do głębokiego dołu, w którym spoczywała trumna z ciałem ukochanej córeczki. Córeczki, która miała iść na studia na uniwersytet w Tennessee, a w przyszłości pracować, jako dobra prawniczka broniąca bezbronnych i pokrzywdzonych. Nici z planów. Wszystko poszło na marne.</span></p>
<p class="MsoNoSpacing" style="margin: 0cm 0cm 0pt;"><span style="font-family: &quot;Times New Roman&quot;,&quot;serif&quot;; font-size: 12pt;" lang="PL"><span style="mso-spacerun: yes;">     </span>Zabrali jej małą Camille.</span></p>
<p class="MsoNoSpacing" style="margin: 0cm 0cm 0pt;"><span style="font-family: &quot;Times New Roman&quot;,&quot;serif&quot;; font-size: 12pt;" lang="PL"><span style="mso-spacerun: yes;">     </span>Wzięła garść piachu do prawej dłoni i zrobiła zamach. Przy wrzucaniu go do środka straciła równowagę na grząskiej od deszczu ziemi, po czym wpadła do rowu. Uderzyła w wieko trumny i leżała bez ruchu przez kilka sekund.</span></p>
<p class="MsoNoSpacing" style="margin: 0cm 0cm 0pt;"><span style="font-family: &quot;Times New Roman&quot;,&quot;serif&quot;; font-size: 12pt;" lang="PL"><span style="mso-spacerun: yes;">     </span>Wśród tłumu zebranych zerwał się nagły dziki krzyk, zaczęły się szlochy. Wszyscy zebrali się nad dołem, w którym mistycznie tkwiła matka z ukochaną córką. W ostatnich objęciach.</span></p>
<p class="MsoNoSpacing" style="margin: 0cm 0cm 0pt;"><span style="font-family: &quot;Times New Roman&quot;,&quot;serif&quot;; font-size: 12pt;" lang="PL"><span style="mso-spacerun: yes;">     </span>Matka Camille ocknęła się i zaczęła płakać. Uderzała dłońmi w trumnę krzycząc: - Oddajcie mi córkę! Dlaczego ona!? Dlaczego? Czym sobie zasłużyła na takie życie!? Oddajcie mi cór&#8230;</span></p>
<p class="MsoNoSpacing" style="margin: 0cm 0cm 0pt;"><span style="font-family: &quot;Times New Roman&quot;,&quot;serif&quot;; font-size: 12pt;" lang="PL"><span style="mso-spacerun: yes;">     </span>Ostatnie słowa przerodziły się w żarliwy płacz, który przyprawił zebranych na ceremonii pogrzebowej o palpitację serca. Szybko wyciągnięto trumnę, po czym zdjęto z niej matkę Camille. Tłum ludzi po chwili rozszedł się do swoich domów z wrażeniami, o których będzie się opowiadać w Santa Bai przez długie wieczory.</span></p>
<p class="MsoNoSpacing" style="margin: 0cm 0cm 0pt;"><span style="font-family: &quot;Times New Roman&quot;,&quot;serif&quot;; font-size: 12pt;" lang="PL"><span style="mso-spacerun: yes;">     </span>Matkę Camille odwieziono do szpitala, gdzie trafiła pod ścisłą opiekę lekarzy. Stan emocjonalny nie pozwalał na pozostawienie jej samej, bez opieki. Jeszcze nie teraz.</span></p>
<p class="MsoNoSpacing" style="margin: 0cm 0cm 0pt;"><span style="line-height: 115%; font-family: &quot;Times New Roman&quot;,&quot;serif&quot;; font-size: 12pt; mso-fareast-font-family: 'Times New Roman'; mso-ansi-language: PL; mso-fareast-language: EN-US; mso-bidi-language: AR-SA;" lang="PL"><span style="mso-spacerun: yes;">     </span>Za oknem bez przerwy padał rzęsisty deszcz.</span></p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://bristolpl.com/blog/?feed=rss2&amp;p=908</wfw:commentRss>
		</item>
		<item>
		<title>Droga nr 47 - odcinek 73</title>
		<link>http://bristolpl.com/blog/?p=905</link>
		<comments>http://bristolpl.com/blog/?p=905#comments</comments>
		<pubDate>Wed, 07 Apr 2010 17:50:26 +0000</pubDate>
		<dc:creator>arynkiewicz</dc:creator>
		
		<category><![CDATA[Bez kategorii]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://bristolpl.com/blog/?p=905</guid>
		<description><![CDATA[Aniołowie wyruszają na kolejną wyprawę w zaświaty. Tym razem jednak jeden z nich nie wróci z niej żywy. Kto? Oto ostatnia część rozdziału dziewiątego.
     Wszyscy czekali na ten wieczór. Wiedzieli, że w miasteczku dzieje się coraz gorzej. Słyszeli o wszystkim. Morderstwa zaczęły przybierać na sile i nie stanowiły już wśród autochtonów większej sensacji. Świat powoli [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p>Aniołowie wyruszają na kolejną wyprawę w zaświaty. Tym razem jednak jeden z nich nie wróci z niej żywy. Kto? Oto ostatnia część rozdziału dziewiątego.<span id="more-905"></span></p>
<p class="MsoNoSpacing" style="margin: 0cm 0cm 0pt;"><span style="font-family: &quot;Times New Roman&quot;,&quot;serif&quot;; font-size: 12pt;" lang="PL"><span style="mso-spacerun: yes;">     </span>Wszyscy czekali na ten wieczór. Wiedzieli, że w miasteczku dzieje się coraz gorzej. Słyszeli o wszystkim. Morderstwa zaczęły przybierać na sile i nie stanowiły już wśród autochtonów większej sensacji. Świat powoli zaczynał wariować, rodziło się piekło.</span></p>
<p class="MsoNoSpacing" style="margin: 0cm 0cm 0pt;"><span style="font-family: &quot;Times New Roman&quot;,&quot;serif&quot;; font-size: 12pt;" lang="PL"><span style="mso-spacerun: yes;">     </span>Spotkali się u Arty’ego kilka minut przed północą. Tam, gdzie za chwilę się udadzą, nie ma sentymentów. Albo walczysz o godność i przetrwanie, albo umierasz w przestworzach, jak zwykły śmiertelnik. Tak teraz wyglądało ich życie. Niełatwe, ale nikt inny nie mógł tego za nich zrobić. Wypadło na nich i czuli się dumni, że wreszcie mogli zrobić coś pożytecznego.</span></p>
<p class="MsoNoSpacing" style="margin: 0cm 0cm 0pt;"><span style="font-family: &quot;Times New Roman&quot;,&quot;serif&quot;; font-size: 12pt;" lang="PL"><span style="mso-spacerun: yes;">     </span>Kiedy usiedli w komplecie na sofie, przeżegnali się. Arty powiedział kilka słów, które trochę ich przeraziły. Wiedzieli jednak, że w końcu musiało to nastąpić.</span></p>
<p class="MsoNoSpacing" style="margin: 0cm 0cm 0pt;"><span style="font-family: &quot;Times New Roman&quot;,&quot;serif&quot;; font-size: 12pt;" lang="PL"><span style="mso-spacerun: yes;">     </span>- Dziś nie będzie już tak łatwo, jak ostatniej nocy. Z każdym dniem będzie nas coraz mniej i będzie nam coraz trudniej. Życie spoczywa teraz tylko i wyłącznie w naszych rękach. Bóg nie ingeruje w zaświaty. Jesteśmy zdani tylko na siebie i chcę, żebyście o tym pamiętali.</span></p>
<p class="MsoNoSpacing" style="margin: 0cm 0cm 0pt;"><span style="font-family: &quot;Times New Roman&quot;,&quot;serif&quot;; font-size: 12pt;" lang="PL"><span style="mso-spacerun: yes;">     </span>Znam przyszłość, choć niekompletną. Uwierzcie mi, że nie wszyscy wrócą cało z dzisiejszej wyprawy. Dlatego chcę was ostrzec już teraz i powiedzieć wam, że macie ostatnią szansę, by się wycofać. Potem nie będzie już odwrotu. Kiedy znajdziemy się tam, w środku, wszystko i wszyscy będą przeciwko nam. Nie będzie nam łatwo. Uprzadzam was więc, proponując jednocześnie możliwość wycofania się i ocalenia życia.</span></p>
<p class="MsoNoSpacing" style="margin: 0cm 0cm 0pt;"><span style="font-family: &quot;Times New Roman&quot;,&quot;serif&quot;; font-size: 12pt;" lang="PL"><span style="mso-spacerun: yes;">     </span>Popatrzyli najpierw na niego, a potem po sobie. Nikt się nie odezwał. Skinęli jedynie głowami w geście zrozumienia i aprobaty. Są razem z nim, na dobre i na złe.</span></p>
<p class="MsoNoSpacing" style="margin: 0cm 0cm 0pt;"><span style="font-family: &quot;Times New Roman&quot;,&quot;serif&quot;; font-size: 12pt;" lang="PL"><span style="mso-spacerun: yes;">     </span>- Dziękuję – powiedział Arty i popatrzył na nich po kolei. Wiedział, że są w tym składzie po raz ostatni. Zrobiło mu się głupio i przykro, że ich w to wciągnął, ale sam by sobie niestety nie poradził. Nie z tak wielką siłą, jaką reprezentował przeciwnik. – W takim razie podajmy sobie dłonie i niech Bóg ma was w swojej opiece.</span></p>
<p class="MsoNoSpacing" style="margin: 0cm 0cm 0pt;"><span style="font-family: &quot;Times New Roman&quot;,&quot;serif&quot;; font-size: 12pt;" lang="PL"><span style="mso-spacerun: yes;">     </span>Nie minęło kilka minut, gdy osiągnęli stan czystego umysłu. Opuścili swe ciała, po czym udali się w kierunku warstwy nieprzeniknionych chmur, które szybko przyjęły ich pod soje skrzydła. Jak brat siostrę po ciężkim dniu. Przeszli przez bramę światła. Byli na polu walki.</span></p>
<p class="MsoNoSpacing" style="margin: 0cm 0cm 0pt;"><span style="font-family: &quot;Times New Roman&quot;,&quot;serif&quot;; font-size: 12pt;" lang="PL"><span style="mso-spacerun: yes;">     </span>Stali jak jeden mąż na wielkim, opustoszałym osiedlu, gdzie czas wyraźnie pozmieniał wszystko i wszystkich. Choć dookoła nie było żywej duszy, w powietrzu dało się wyczuć czyjąś obecność. Już po chwili mieli jasną i klarowną odpowiedź. Nie byli sami.</span></p>
<p class="MsoNoSpacing" style="margin: 0cm 0cm 0pt;"><span style="font-family: &quot;Times New Roman&quot;,&quot;serif&quot;; font-size: 12pt;" lang="PL"><span style="mso-spacerun: yes;">     </span>Budynki zaczęły pękać. Kruszyły się, jak domki ze starej, zmarnowanej już plasteliny. Rozłupały się na pół. Spod ziemi, gdzie jeszcze przed momentem znajdowały się fundamenty budowli, wyszły ku nim ociekające śluzem i monstrualnie wielkie karaluchy. Były tak olbrzymie, że nawet wtedy, gdy Aniołowie unosili głowy ku górze, i tak nie widzieli ich w całości. Zrozumieli słowa Arty’ego. To będzie naprawdę trudna przeprawa.</span></p>
<p class="MsoNoSpacing" style="margin: 0cm 0cm 0pt;"><span style="font-family: &quot;Times New Roman&quot;,&quot;serif&quot;; font-size: 12pt;" lang="PL"><span style="mso-spacerun: yes;">     </span>- Rozstawcie się dookoła tak, żebyście dotykali się plecami. Przygotujcie broń. Na mój znak wkraczamy do akcji. Skupcie się, bo będzie ciężko.</span></p>
<p class="MsoNoSpacing" style="margin: 0cm 0cm 0pt;"><span style="font-family: &quot;Times New Roman&quot;,&quot;serif&quot;; font-size: 12pt;" lang="PL"><span style="mso-spacerun: yes;">   </span><span style="mso-spacerun: yes;">  </span>Cztery wielkie robale szły ku nim, mocno rozczapierzając zmutowane szczypce. Były nienaturalne nie ze względu na swój gigantyczny wzrost, ale na budowę swego ciała. To były chore, napromieniowane owady. Dwie pary wielgachnych kleszczy, które kłapały cholernie głośno raz po raz, nie dawały im nawet szansy na dekoncentrację. Z brzydkich pysków co jakiś czas tryskała piana, a w zasadzie jad o barwie żółto-zielonej. Tam, gdzie spadał, robił dziury wielkości boiska do futbolu, tak głębokie, że nie widzieli dna, kiedy weń spojrzeli.</span></p>
<p class="MsoNoSpacing" style="margin: 0cm 0cm 0pt;"><span style="font-family: &quot;Times New Roman&quot;,&quot;serif&quot;; font-size: 12pt;" lang="PL"><span style="mso-spacerun: yes;">     </span>-Azial, Sarian i Pafos, zajmijcie się tym z prawej. Minas i Neiva i ja bierzemy tego z lewej – zarządził Gabriel patrząc na nich ze smutkiem. Nie może dopuścić, by którykolwiek z nich zginął, ale przyszłość jest już niestety ustalona. Nie zawsze co prawda, ale w tym wypadku nic nie mógł na to poradzić. Wolałby sam zginąć, niźli pozwolić umrzeć któremukolwiek z jego Aniołów. Tylko kto ich wtedy poprowadzi?</span></p>
<p class="MsoNoSpacing" style="margin: 0cm 0cm 0pt;"><span style="font-family: &quot;Times New Roman&quot;,&quot;serif&quot;; font-size: 12pt;" lang="PL"><span style="mso-spacerun: yes;">     </span>Azial, Pafos i Sarian skrzyżowali dłonie. Kiedy wspólnie wypowiedzieli zaklęcie, niesamowity, oślepiający oczy strumień energii, dosłownie wyleciał z ich dłoni, które skierowali na karalucha-mutanta. Kiedy dostał, zawył tak doniośle, że musieli zatkać uszy siłą woli i umysłu. Ręce wciąż mieli splecione.</span></p>
<p class="MsoNoSpacing" style="margin: 0cm 0cm 0pt;"><span style="font-family: &quot;Times New Roman&quot;,&quot;serif&quot;; font-size: 12pt;" lang="PL"><span style="mso-spacerun: yes;">     </span>Strumień trwał jednostajnie, mutant zaś piszczał, jak nienaoliwiona zabawka. Po kilku minutach opadł z hukiem na ziemię tak mocno, że na myśl przyszedł im ważący kilkaset tysięcy ton stalowy most, walący się ze starości w przepaść. Chitynowy pancerz karalucha rozprysł się w drobny mak. 1:0 dla Aniołów.</span></p>
<p class="MsoNoSpacing" style="margin: 0cm 0cm 0pt;"><span style="font-family: &quot;Times New Roman&quot;,&quot;serif&quot;; font-size: 12pt;" lang="PL"><span style="mso-spacerun: yes;">     </span>Odwrócili głowy, popatrzyli na Gabriala, który wraz z Neivą i Minasem przygotowywał się do odparcia ataku kolejnego z mutantów. Jeszcze tylko kilka sekund i ruszą do ataku. Czekali na odpowiedni moment. Kiedy karaluch zbliżył się do nich na odpowiednią odległość. Gabriel-Anioł Śmierci, uniósł się wysoko w górę i rozłożywszy skrzydła, wypuścił spod nich aurę o niebieskim zabarwieniu, która zdołała sparaliżować karalucha na tyle, że stanął w miejscu jak wryty i przez dłuższą chwilę nie był w stanie wykonać żadnego ruchu. To im wystarczyło.</span></p>
<p class="MsoNoSpacing" style="margin: 0cm 0cm 0pt;"><span style="font-family: &quot;Times New Roman&quot;,&quot;serif&quot;; font-size: 12pt;" lang="PL"><span style="mso-spacerun: yes;">     </span>Minas uniósł się w powietrze i zaczął bardzo szybko kręcić się wokół mutanta. Robił to w tak niewiarygodnym tempie, że ci, którzy stali na ziemi, nie widzieli nic, oprócz wirującej kuli, przemieszczającej się z nieprawdopodobną prędkością. Kiedy skończył, podleciał do nich i osunął się na ziemię. Dopiero wtedy ujrzeli efekt jego ciężkiej pracy.</span></p>
<p class="MsoNoSpacing" style="margin: 0cm 0cm 0pt;"><span style="font-family: &quot;Times New Roman&quot;,&quot;serif&quot;; font-size: 12pt;" lang="PL"><span style="mso-spacerun: yes;">     </span>Z mutanta zaczął się sypać srebrny proszek. Coś zaczęło głośno skrzypieć, po kilku sekundach zaś zaczęły odpadać mu po kolei członki ciała. Spadały na ziemię z wielkim hukiem, wzniecając przy tym tumany kurzu. Po chwili pozostał tylko sam korpus. Mutant poruszył się w bezwładzie i z przerażeniem <span style="mso-spacerun: yes;"> </span>popatrzył na swe paskudne ciało. Ciało, które wyglądało po wszystkim, jak kupa złomu.</span></p>
<p class="MsoNoSpacing" style="margin: 0cm 0cm 0pt;"><span style="font-family: &quot;Times New Roman&quot;,&quot;serif&quot;; font-size: 12pt;" lang="PL"><span style="mso-spacerun: yes;">     </span>Neiva podszedł blisko niego, zakręcił się jak wirnik, po czym przeleciał przez niego, jak stalowe wiertło, które przeszło z impetem przez betonową ścianę. Narobił w nim tyle dziur, że mutant przestał reagować na jakiekolwiek bodźce i z chrzęstem upadł na zeimię. Wzniecił przy tym tumany kurzu. Kiedy przejaśniało, pozostałości z mechanicznego ciała wtopiły się w piasek, jak gorąca stal w hutniczym piecu.</span></p>
<p class="MsoNoSpacing" style="margin: 0cm 0cm 0pt;"><span style="font-family: &quot;Times New Roman&quot;,&quot;serif&quot;; font-size: 12pt;" lang="PL"><span style="mso-spacerun: yes;">     </span>- Sarian, wiesz co robić?</span></p>
<p class="MsoNoSpacing" style="margin: 0cm 0cm 0pt;"><span style="font-family: &quot;Times New Roman&quot;,&quot;serif&quot;; font-size: 12pt;" lang="PL"><span style="mso-spacerun: yes;">     </span>- Ma się rozumieć Gabrielu – odkrzyknął. Zaczęli krążyć wokół dwóch owadów ostałych jeszcze na polu bitwy. Wyciągnęli stalowe liny i zaczęli kręcić się wokół przeciwników z dwóch przeciwległych stron. Pozostali czekali na ziemi, gotowi do udzielenia pomocy w każdej chwili. Nie musieli jednak tego robić. Ich pomoc była zbędna. Gabriel i Sarian radzili sobie znakomicie. Wszyscy byli pod wrażeniem ich wyczynu.</span></p>
<p class="MsoNoSpacing" style="margin: 0cm 0cm 0pt;"><span style="font-family: &quot;Times New Roman&quot;,&quot;serif&quot;; font-size: 12pt;" lang="PL"><span style="mso-spacerun: yes;">     </span>Mutanty wiły się w gąszczu lin, które oplotły ich bezbornne ciała. Liny te nie były zwykłymi, kupionymi w osiedlowym markecie produktami z tańszej półki. Zostały wzmocnione setkami ludzkich dusz, uwięzionych w zaświatach pomiędzy niebem a piekłem. Z nich czerpali swą moc. Gabriel miał moc, potrafiącą przetworzyć ją na siłę dającą im ponadnormalne umiejętności.</span></p>
<p class="MsoNoSpacing" style="margin: 0cm 0cm 0pt;"><span style="font-family: &quot;Times New Roman&quot;,&quot;serif&quot;; font-size: 12pt;" lang="PL"><span style="mso-spacerun: yes;">     </span>Zawiśli w powietrzu. Sarian przeleciał na stronę Gabriela i popatrzył na niego. Wiedział już co ma robić, ale czekał na znak od Najwyższego Anioła. Kiedy ten skinął głową, naprężyli liny i pomknęli w tym samym kierunku. Obydwa karaluchy były na tyle oszołomione, że nawet nie zareagowały. Odczepiły od ziemi owłosione łapy, po czym przewróciły się z hukiem niedaleko miejsca, w którym stała reszta Aniołów. Myśleli, że to koniec, tymczasem w obłokach dymu coś się zakotłowało i poruszyło. Zrobił się ogromny szum, usłyszeli tysiące krótkich pisków. Dopiero wtedy to zobaczyli.</span></p>
<p class="MsoNoSpacing" style="margin: 0cm 0cm 0pt;"><span style="font-family: &quot;Times New Roman&quot;,&quot;serif&quot;; font-size: 12pt;" lang="PL"><span style="mso-spacerun: yes;">     </span>Z upadających ciał mutantów wytworzyły się setki, a może i tysiące małych stworzeń, które wyglądem bardziej przypominały pająki niż karaluchy. Byli w prawdziwym niebezpieczeństwie.</span></p>
<p class="MsoNoSpacing" style="margin: 0cm 0cm 0pt;"><span style="font-family: &quot;Times New Roman&quot;,&quot;serif&quot;; font-size: 12pt;" lang="PL"><span style="mso-spacerun: yes;">     </span>- Rozstawcie się po rogach. Strzelajcie im prosto w oczy. Tylko w ten sposób można je pokonać – ryknął Gabriel.</span></p>
<p class="MsoNoSpacing" style="margin: 0cm 0cm 0pt;"><span style="font-family: &quot;Times New Roman&quot;,&quot;serif&quot;; font-size: 12pt;" lang="PL"><span style="mso-spacerun: yes;">     </span>Po tych słowach uniósł się w powietrze i przeleciał na przeciwległy kraniec miejsca, gdzie stała reszta Aniołów. Walka rozgorzała na dobre. Nie oszczędzali się. Strzały wylatujące siłą umysłu z ich rąk i oczu, nie zawsze trafiały celu. Ciężko było strzelić między oczy tak małego stworzenia. Z czasem jednak lepiej nastawili celowniki i szło im coraz lepiej.</span></p>
<p class="MsoNoSpacing" style="margin: 0cm 0cm 0pt;"><span style="font-family: &quot;Times New Roman&quot;,&quot;serif&quot;; font-size: 12pt;" lang="PL"><span style="mso-spacerun: yes;">     </span>Wrogów ubywało. Błyski i przeraźliwe nieludzkie jęki, wtapiały się wojenny krajobraz, który oglądali dzięki projekcji własnego umysłu.</span></p>
<p class="MsoNoSpacing" style="margin: 0cm 0cm 0pt;"><span style="font-family: &quot;Times New Roman&quot;,&quot;serif&quot;; font-size: 12pt;" lang="PL"><span style="mso-spacerun: yes;">     </span>Nagle jeden z nich zaszedł Gabriela od tyłu i wpił się kłami w jego plecy. Anioł Śmierci krzyknął przeraźliwie. A z ciała, które zostało w jego domu, trysnął strumień niebieskiej krwi.</span></p>
<p class="MsoNoSpacing" style="margin: 0cm 0cm 0pt;"><span style="font-family: &quot;Times New Roman&quot;,&quot;serif&quot;; font-size: 12pt;" lang="PL"><span style="mso-spacerun: yes;">     </span>Upadł na kolana i poczuł, jak stwór wierci mu dziurę w brzuchu. Nie wzywał pomocy, bo widział, że inni sami ledwo dawali sobie radę. Po chwili poczuł ulgę. Odwrócił się i ujrzał Pafosa dumnie trzymającego stwora w prawej dłoni. Włożył palce prosto w oczy kreatury. Stwór rozpłynął się w powietrzu.</span></p>
<p class="MsoNoSpacing" style="margin: 0cm 0cm 0pt;"><span style="font-family: &quot;Times New Roman&quot;,&quot;serif&quot;; font-size: 12pt;" lang="PL"><span style="mso-spacerun: yes;">     </span>- Dzięki Pafosie. Uratowałeś mi życie – powiedział Gabriel, a jego podopieczny pomógł mu wstać.</span></p>
<p class="MsoNoSpacing" style="margin: 0cm 0cm 0pt;"><span style="font-family: &quot;Times New Roman&quot;,&quot;serif&quot;; font-size: 12pt;" lang="PL"><span style="mso-spacerun: yes;">     </span>- Nic ci nie jest? Rana nie wygląda zbyt dobrze – powietrze uchodziło mu z płuc, które pozwalały oddychać szybko i niejednostajnie. Widział w nim ogromne zmęczenie, ale był mu wdzięczny ponad wszystko.</span></p>
<p class="MsoNoSpacing" style="margin: 0cm 0cm 0pt;"><span style="font-family: &quot;Times New Roman&quot;,&quot;serif&quot;; font-size: 12pt;" lang="PL"><span style="mso-spacerun: yes;">     </span>- Przeżyję. Opatrzymy wszystko w domu, teraz chodźmy im pomóc.</span></p>
<p class="MsoNoSpacing" style="margin: 0cm 0cm 0pt;"><span style="font-family: &quot;Times New Roman&quot;,&quot;serif&quot;; font-size: 12pt;" lang="PL"><span style="mso-spacerun: yes;">     </span>Ruszyli w ich kierunku. Kiedy doń dotarli, Minas dobijał dwa ostatnie stwory. Znów zwyciężyli, choć łatwo nie było. Popatrzyli na niego i przypomnieli sobie słowa, które wypowiedział całkiem niedawno, tuż przed wyprawą w nieznane. Czyżby to on miał umrzeć? A jeśli tak, to kto ich poprowadzi?</span></p>
<p class="MsoNoSpacing" style="margin: 0cm 0cm 0pt;"><span style="font-family: &quot;Times New Roman&quot;,&quot;serif&quot;; font-size: 12pt;" lang="PL"><span style="mso-spacerun: yes;">     </span>- Nie patrzcie tak na mnie. Wszystko jest w porządku. Pafos uratował mi życie. Zostałem jego dłużnikiem. Musimy wracać. Na horyzoncie już dnieje, a my mamy bardzo mało energii, która z ledwością starczy nam na wydostanie się stąd. Musimy iść bardzo ostrożnie i nie hałasować, by nikogo już na siebie nie sprowadzić. Ruszajmy – Gabriel jako pierwszy udał się w drogę powrotną. Zgięty w pół i trzymający się za plecy. Z rany cały czas sączyła się krew. Wszyscy to widzieli, ale nikt na ten temat nawet nie opisnął. Widzieli, jak cierpi, a każde kolejne ubolewanie tylko zwiększyłoby jego ból.</span></p>
<p class="MsoNoSpacing" style="margin: 0cm 0cm 0pt;"><span style="font-family: &quot;Times New Roman&quot;,&quot;serif&quot;; font-size: 12pt;" lang="PL"><span style="mso-spacerun: yes;">     </span>Przeszli może z milę. Robiło się coraz jaśniej, a Gabriel wyraźnie zwolnił. Wtedy ich oczy oślepił nagły błysk. Pojawiła się przezroczysta poświata, w której widniała jasna postać. Gabriel domyślał się, kim była. Tylko co ona tu robiła?</span></p>
<p class="MsoNoSpacing" style="margin: 0cm 0cm 0pt;"><span style="font-family: &quot;Times New Roman&quot;,&quot;serif&quot;; font-size: 12pt;" lang="PL"><span style="mso-spacerun: yes;">     </span>- Witaj Cleo. Czy ty przypadkiem nie zabłądziłaś?</span></p>
<p class="MsoNoSpacing" style="margin: 0cm 0cm 0pt;"><span style="font-family: &quot;Times New Roman&quot;,&quot;serif&quot;; font-size: 12pt;" lang="PL"><span style="mso-spacerun: yes;">     </span>- W tym śnie jestem Marconą tak, jak ty jesteś Gabrielem. Przyszłam wam pomóc. Sam Bóg mnie o to prosił. Wiem, że nie macie zbyt wiele czasu, dlatego nie traćmy go na niepotrzebne rzeczy i chodźmy.</span></p>
<p class="MsoNoSpacing" style="margin: 0cm 0cm 0pt;"><span style="font-family: &quot;Times New Roman&quot;,&quot;serif&quot;; font-size: 12pt;" lang="PL"><span style="mso-spacerun: yes;">     </span>Weszli w jasną poświatę, którą Marcona stworzyła tylko dla nich. Unieśli się i w bardzo szybkim tempie przenieśli się do bramy, którą mieli opuścić niedostępny i niedościgniony dla innych świat.</span></p>
<p class="MsoNoSpacing" style="margin: 0cm 0cm 0pt;"><span style="font-family: &quot;Times New Roman&quot;,&quot;serif&quot;; font-size: 12pt;" lang="PL"><span style="mso-spacerun: yes;">     </span>- Tu was zostawiam. Więcej nie jestem w stanie wam pomóc. Nie mam takiej władzy. Do zobaczenia, spotkamy się w naszym domu – Marcona odeszła, a wraz z nią zniknęła poświata. Pozostał tylko zapach fiołków. Najzwyklejszych, zrywanych na łące o porannej rosie. Pachniały życiem. Życiem, które powoli z niego uchodziło.</span></p>
<p class="MsoNoSpacing" style="margin: 0cm 0cm 0pt;"><span style="font-family: &quot;Times New Roman&quot;,&quot;serif&quot;; font-size: 12pt;" lang="PL"><span style="mso-spacerun: yes;">     </span>- Wchodźcie szybko. Słyszę dziwny hałas – rzekł Gabriel, a oni wtaczali się po kolei. W bramie zniknął już Pafos, Sarian i Azial. Kolejnym był Minas. Kiedy wchodził do środka, nad jego głową nie wiadomo skąd pojawiły się dwa olbrzymie nietoperze. Na placu boju pozostali Gabriel z Neivą. Mieli niewiele energii. Niedługo zabraknie im jej do opuszczenia zaświatów, a wtedy zostaną w nim na zawsze. Gabriel był ranny, co jeszcze bardziej zmniejszało jego szanse na przeżycie.</span></p>
<p class="MsoNoSpacing" style="margin: 0cm 0cm 0pt;"><span style="font-family: &quot;Times New Roman&quot;,&quot;serif&quot;; font-size: 12pt;" lang="PL"><span style="mso-spacerun: yes;">     </span>Popatrzył na Neivę, po czym dał mu znak. Wystrzelił promień energii w kierunku jednego ze ssaków. Nietoperz spadł na ziemię tuż przy jego nogach. Z ciała powychodziły tysiące robaków, które szybko poznikały w szczelinach powstałych w ziemi. Gorzej było z Neivą.</span></p>
<p class="MsoNoSpacing" style="margin: 0cm 0cm 0pt;"><span style="font-family: &quot;Times New Roman&quot;,&quot;serif&quot;; font-size: 12pt;" lang="PL"><span style="mso-spacerun: yes;">     </span>Strumień energii, który wystrzelił w kierunku nietoperza, nie trafił go. Przeleciał obok. Został mu tylko jeden strzał. Gabrielowi tak samo.</span></p>
<p class="MsoNoSpacing" style="margin: 0cm 0cm 0pt;"><span style="font-family: &quot;Times New Roman&quot;,&quot;serif&quot;; font-size: 12pt;" lang="PL"><span style="mso-spacerun: yes;">     </span>- Ja to zrobię, uciekaj! Przekaż wszystkim moje rozkazy, słyszysz?</span></p>
<p class="MsoNoSpacing" style="margin: 0cm 0cm 0pt;"><span style="font-family: &quot;Times New Roman&quot;,&quot;serif&quot;; font-size: 12pt;" lang="PL"><span style="mso-spacerun: yes;">     </span>- Nigdy! Ty jesteś naszym przywódcą i nie pozwolę, żeby coś ci się stało. Nie przeze mnie – spojrzał na niego wzrokiem, który zapamięta do końca życia. W tym momencie skrzydła nietoperza przecięły ciało Neivy na pół.</span></p>
<p class="MsoNoSpacing" style="margin: 0cm 0cm 0pt;"><span style="font-family: &quot;Times New Roman&quot;,&quot;serif&quot;; font-size: 12pt;" lang="PL"><span style="mso-spacerun: yes;">     </span>Upadł na ziemię w dwóch kawałkach z zamkniętymi oczyma. Gabriel chciał do niego podpiec i zabrać go ze sobą, ale stwór już pikował, by go zaatakować. Wskoczył do bramy zdążywszy jeszcze krzyknąć: - Żegnaj Neiva! Byłeś wspaniałym i oddanym żołnierzem.</span></p>
<p class="MsoNoSpacing" style="margin: 0cm 0cm 0pt;"><span style="font-family: &quot;Times New Roman&quot;,&quot;serif&quot;; font-size: 12pt;" lang="PL"><span style="mso-spacerun: yes;">     </span>Zanurzył się w otchłań własnej podświadomości, by po kilku sekundach znaleźć się we własnym domu. Gdy się przebudził, pozostali Aniołowie z zaciekawieniem patrzyli na niego. Czekali, co powie. Ale milczał.</span></p>
<p class="MsoNoSpacing" style="margin: 0cm 0cm 0pt;"><span style="font-family: &quot;Times New Roman&quot;,&quot;serif&quot;; font-size: 12pt;" lang="PL"><span style="mso-spacerun: yes;">     </span>- Gdzie Neiva? Czy coś się stało? – zapytała Jo, ale Arty kiwał tylko głową. Ukrył twarz w dłoniach.</span></p>
<p class="MsoNoSpacing" style="margin: 0cm 0cm 0pt;"><span style="font-family: &quot;Times New Roman&quot;,&quot;serif&quot;; font-size: 12pt;" lang="PL"><span style="mso-spacerun: yes;">     </span>Płakał.</span></p>
<p class="MsoNoSpacing" style="margin: 0cm 0cm 0pt;"><span style="line-height: 115%; font-family: &quot;Times New Roman&quot;,&quot;serif&quot;; font-size: 12pt; mso-ansi-language: PL; mso-fareast-font-family: 'Times New Roman'; mso-fareast-language: EN-US; mso-bidi-language: AR-SA;" lang="PL"><span style="mso-spacerun: yes;">     </span>Ponieśli pierwsze straty. Straty bolesne dla jego serca. Teraz wszystko się zmieni. Czas zaczynał zbierać żniwo życia.</span></p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://bristolpl.com/blog/?feed=rss2&amp;p=905</wfw:commentRss>
		</item>
		<item>
		<title>Droga nr 47 - odcinek 72</title>
		<link>http://bristolpl.com/blog/?p=902</link>
		<comments>http://bristolpl.com/blog/?p=902#comments</comments>
		<pubDate>Sat, 03 Apr 2010 15:20:02 +0000</pubDate>
		<dc:creator>arynkiewicz</dc:creator>
		
		<category><![CDATA[Bez kategorii]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://bristolpl.com/blog/?p=902</guid>
		<description><![CDATA[Nikki Butt. Jedyny prawy w Santa Bai przemierza otchłanie własnej pamięci w poszukiwaniu prawdy o swojej rodzinie. Niestety, nie czeka go nic dobrego. Oto część piąta rozdziału dziewiątego.
     Bez przerwy spał. Czas upływał wyjątkowo wolno. Sekundy, minuty, godziny, dni, lata, dekady, wieki, milenia, wieczność. Nie było żadnego rozgraniczenia pomiędzy życiem a śmiercią. Świat rozbił się [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p>Nikki Butt. Jedyny prawy w Santa Bai przemierza otchłanie własnej pamięci w poszukiwaniu prawdy o swojej rodzinie. Niestety, nie czeka go nic dobrego. Oto część piąta rozdziału dziewiątego.<span id="more-902"></span></p>
<p class="MsoNoSpacing" style="margin: 0cm 0cm 0pt;"><span style="font-family: &quot;Times New Roman&quot;,&quot;serif&quot;; font-size: 12pt;" lang="PL"><span style="mso-spacerun: yes;">     </span>Bez przerwy spał. Czas upływał wyjątkowo wolno. Sekundy, minuty, godziny, dni, lata, dekady, wieki, milenia, wieczność. Nie było żadnego rozgraniczenia pomiędzy życiem a śmiercią. Świat rozbił się na dwie połowy. Dobro i zło ostały się obecnie w dwóch połowach. Po przeciwnych stronach barykady. A kiedyś było przecież inaczej. Nareszcie nadszedł czas spostrzeżeń i ocenienia wartości życiowych. Czas był niespokojny dla wszystkich. Wiara zaś stanowiła najwyższe wyzwanie.</span></p>
<p class="MsoNoSpacing" style="margin: 0cm 0cm 0pt;"><span style="font-family: &quot;Times New Roman&quot;,&quot;serif&quot;; font-size: 12pt;" lang="PL"><span style="mso-spacerun: yes;">     </span>Człowiek czasami sam do końca nie wie, czy dobrze postępuje. Dopiero po pewnym czasie wszystko jawi się w zupełnie innym świetle. Czasami jest za późno. Bywa, że grzech stanowi jedyne wyjście z sytuacji. Wyjście często ewakuacyjne.</span></p>
<p class="MsoNoSpacing" style="margin: 0cm 0cm 0pt;"><span style="font-family: &quot;Times New Roman&quot;,&quot;serif&quot;; font-size: 12pt;" lang="PL"><span style="mso-spacerun: yes;">     </span>Śniło mu się wiele cudownych rzeczy. Widział, jak wstaje rano. Obok na poduszce ujrzał cudowną twarz swojej żony. Pocałował ją, a ona zwiewnie odwzajemniła mu pocałunek. Poszedł do łazienki. Po drodze zajrzał jeszcze do pokoju syna, który spał w najlepsze i nie przejmował się otaczającym go plugawym światem.</span></p>
<p class="MsoNoSpacing" style="margin: 0cm 0cm 0pt;"><span style="font-family: &quot;Times New Roman&quot;,&quot;serif&quot;; font-size: 12pt;" lang="PL"><span style="mso-spacerun: yes;">     </span>Zjadł śniadanie i poszedł do pracy. Świtało, ale on zawsze był na nogach o tej porze. Dojechał do swego biura na Sunset Street. Rozwiązał kilka spraw, które trapiły bogate, uwiedzione i sfrustrowane żony. Przed dwudziestą zamknął biuro. To był dobry dzień. Zarobił więcej niż zazwyczaj. Przekroczył zwyczajową średnią.</span></p>
<p class="MsoNoSpacing" style="margin: 0cm 0cm 0pt;"><span style="font-family: &quot;Times New Roman&quot;,&quot;serif&quot;; font-size: 12pt;" lang="PL"><span style="mso-spacerun: yes;">     </span>Jechał spokojnie do domu. Zaparkował przed domem, w którym ogród stanowił centrum widokowe i miejsce, do którego zawsze wracał wieczorami. Wraz z rodziną oczywiście.</span></p>
<p class="MsoNoSpacing" style="margin: 0cm 0cm 0pt;"><span style="font-family: &quot;Times New Roman&quot;,&quot;serif&quot;; font-size: 12pt;" lang="PL"><span style="mso-spacerun: yes;">     </span>Zatrąbił dwa razy. Zanim zdołał zamknąć drzwi samochodu, żona już stała na werandzie. Podszedł i pocałował ją namiętnie. Tej nocy kochał się z nią i było cudownie. Przeżywali orgazm za orgazmem. Nie pamiętał, żeby kiedykolwiek czuł się tak wspaniale. Kochał ją, oddałby za nią życie. Nie pozwoli jej odejść za nic w świecie.</span></p>
<p class="MsoNoSpacing" style="margin: 0cm 0cm 0pt;"><span style="font-family: &quot;Times New Roman&quot;,&quot;serif&quot;; font-size: 12pt;" lang="PL"><span style="mso-spacerun: yes;">     </span>Dni przelatywały mu przed oczyma, jak film w przyspieszonym tempie. Klatka za klatką, scena za sceną. Czas uciekał, jak opętany. Nie zdążył nawet wyłapać wszystkiego. I wtedy obraz zwolnił. Coraz wolniej i wolniej, aż wreszcie zatrzymał się w momencie, gdy Nikki jechał samochodem przez pustynne drogi. Dookoła nie było żywej duszy. Na horyzoncie pojawiło się kilka drzew o dziwnej czerwonawej barwie. Zatrzymał się przy jednym z nich i otworzył oczy ze zdumienia.</span></p>
<p class="MsoNoSpacing" style="margin: 0cm 0cm 0pt;"><span style="font-family: &quot;Times New Roman&quot;,&quot;serif&quot;; font-size: 12pt;" lang="PL"><span style="mso-spacerun: yes;">     </span>Kiedy podszedł bliżej, na pniu zobaczył kawałek ludzkiej skóry z wiszącym i powiewającym na wietrze ochłapem mięsa. Obok wisiała kartka:</span></p>
<p class="MsoNoSpacing" style="margin: 0cm 0cm 0pt;"><span style="font-family: &quot;Times New Roman&quot;,&quot;serif&quot;; font-size: 12pt;" lang="PL"> </span></p>
<p class="MsoNoSpacing" style="margin: 0cm 0cm 0pt;"><span style="font-family: &quot;Times New Roman&quot;,&quot;serif&quot;; font-size: 12pt;" lang="PL"><span style="mso-tab-count: 2;">                        </span>TWOJA ŻONA SKAMLAŁA, JAK OSTATNIA DZIWKA</span></p>
<p class="MsoNoSpacing" style="margin: 0cm 0cm 0pt;"><span style="font-family: &quot;Times New Roman&quot;,&quot;serif&quot;; font-size: 12pt;" lang="PL"> </span></p>
<p class="MsoNoSpacing" style="margin: 0cm 0cm 0pt;"><span style="font-family: &quot;Times New Roman&quot;,&quot;serif&quot;; font-size: 12pt;" lang="PL"><span style="mso-spacerun: yes;">     </span>Krajobraz, który go otaczał, przybrał kolor ciemnej purpury. Nie było słońca, nie było nadziei, nie było życia. Dookoła swe wielkie łapy roztaczał blask krwi. Wsiadł do samochodu i ruszył przed siebie. Mijał kolejne drzewa. Zdawało mu się, że na każdym z nich coś było, ale nie chciał na to patrzeć. Miał już dość wrażeń, jak na jeden dzień.</span></p>
<p class="MsoNoSpacing" style="margin: 0cm 0cm 0pt;"><span style="font-family: &quot;Times New Roman&quot;,&quot;serif&quot;; font-size: 12pt;" lang="PL"><span style="mso-spacerun: yes;">     </span>Asfalt się skończył, teraz jechał przez piaski i wznoszące się z niego wydmy. Auto co jakiś czas rzęziło i nie dając rady, zakopywało się w piasku. Po chwili mielenia w miejscu ruszało jednak i jechało dalej.</span></p>
<p class="MsoNoSpacing" style="margin: 0cm 0cm 0pt;"><span style="font-family: &quot;Times New Roman&quot;,&quot;serif&quot;; font-size: 12pt;" lang="PL"><span style="mso-spacerun: yes;">     </span>Nagle, dosłownie znikąd, pojawił się las. Na początku nie widział w tym nic zdrożnego, ale w miarę upływu czasu droga zaczęła się zwężać. Z piaskowej przerodziła się w trawiastą, a z trawiastej w zwykły leśny trakt.</span></p>
<p class="MsoNoSpacing" style="margin: 0cm 0cm 0pt;"><span style="font-family: &quot;Times New Roman&quot;,&quot;serif&quot;; font-size: 12pt;" lang="PL"><span style="mso-spacerun: yes;">     </span>Po przejechaniu kilku mil doszedł do wniosku, że nie da rady dalej jechać. Drzewa roztaczały swe gałęzie i korzenie tak dalece, że normalny człowiek miałby problemy z przejściem przez nie, co dopiero długie na siedem i szerokie na dwa metry auto.</span></p>
<p class="MsoNoSpacing" style="margin: 0cm 0cm 0pt;"><span style="font-family: &quot;Times New Roman&quot;,&quot;serif&quot;; font-size: 12pt;" lang="PL"><span style="mso-spacerun: yes;">     </span>Cofnął kawałek i wrzucił pierwszy bieg. Wdepnął gaz do dechy, po czym momentalnie puścił sprzęgło. Samochód wyrwał jak szalony i pognał przez leśne odmęty. Kątem oka zauważył, że wpadł do bagna. Błoto i brudna woda tryskały na maskę i na niego, bo zapomniał zamknąć dach. Nie potrafił zrozumieć swojego zachowania, bo przecież bez przerwy padał siarczysty deszcz. On jednak zdawał się go nie zauważać.</span></p>
<p class="MsoNoSpacing" style="margin: 0cm 0cm 0pt;"><span style="font-family: &quot;Times New Roman&quot;,&quot;serif&quot;; font-size: 12pt;" lang="PL"><span style="mso-spacerun: yes;">     </span>Jechał bez odpoczynku. Momentami nie widział nawet dobrze, gdzie, bo gałęzie co chwila uderzały w przednią szybę. Jedna z nich wpadła do środka rozbijając mu głowę. Przez moment się zachwiał i stracił panowanie nad kierownicą. Szybko się jednak otrząsnął, nie czując nawet spływającej po skroni krwi. Po kilku minutach jazdy z krwawiącą głową i prucia przez chaszcze ludzkiej nieświadomości mocno w coś uderzył. Zatrzęsło samochodem i jazda stała się płynna.</span></p>
<p class="MsoNoSpacing" style="margin: 0cm 0cm 0pt;"><span style="font-family: &quot;Times New Roman&quot;,&quot;serif&quot;; font-size: 12pt;" lang="PL"><span style="mso-spacerun: yes;">     </span>Otworzył oczy. To niemożliwe, jechał teraz po asfaltowej drodze! Zerknął we wsteczne lusterko, ale nie dostrzegł ani lasu ani bagien. Asfalt ciągnął się kilometrami, jak okiem sięgnąć. Zapomniał już o tym skupiając się na drodze. Popatrzył przed siebie nie mogąc nic dojrzeć. Było przeraźliwie ciemno. Gdyby teraz wysiadły mu światła, umarłby ze strachu.</span></p>
<p class="MsoNoSpacing" style="margin: 0cm 0cm 0pt;"><span style="font-family: &quot;Times New Roman&quot;,&quot;serif&quot;; font-size: 12pt;" lang="PL"><span style="mso-spacerun: yes;">     </span>Jechał tak może jeszcze z kwadrans, by na horyzoncie dostrzec światła. W miarę upływu czasu i zbliżania się doń samochodem, światła stawały się bardziej wyraziste, wręcz namacalne. Kiedy był już bardzo blisko wywnioskował, że to światła miasteczka, którego nie powinno tu w ogóle być. Skąd się tu znalazło? Mapa mu w tym nie pomagała.</span></p>
<p class="MsoNoSpacing" style="margin: 0cm 0cm 0pt;"><span style="font-family: &quot;Times New Roman&quot;,&quot;serif&quot;; font-size: 12pt;" lang="PL"><span style="mso-spacerun: yes;">     </span>Jak to możliwe, że tu trafił?</span></p>
<p class="MsoNoSpacing" style="margin: 0cm 0cm 0pt;"><span style="font-family: &quot;Times New Roman&quot;,&quot;serif&quot;; font-size: 12pt;" lang="PL"><span style="mso-spacerun: yes;">     </span>Zwolnił. Przejeżdżając rozglądał się w poszukiwaniu czegoś znajomego, co pozwoliłoby mu zrozumieć swoje położenie. Dosłownie i w przenośni. Ale niczego takiego nie dostrzegł. Po prawej stronie drogi zauważył tablicę.</span></p>
<p class="MsoNoSpacing" style="margin: 0cm 0cm 0pt;"><span style="font-family: &quot;Times New Roman&quot;,&quot;serif&quot;; font-size: 12pt;" lang="PL"> </span></p>
<p class="MsoNoSpacing" style="margin: 0cm 0cm 0pt;"><span style="font-family: &quot;Times New Roman&quot;,&quot;serif&quot;; font-size: 12pt;" lang="PL"><span style="mso-tab-count: 5;">                                                            </span>LLEHNI EMOCLEW</span></p>
<p class="MsoNoSpacing" style="margin: 0cm 0cm 0pt;"><span style="font-family: &quot;Times New Roman&quot;,&quot;serif&quot;; font-size: 12pt;" lang="PL"><span style="mso-tab-count: 5;">                                                            </span>STAN KOLORADO</span></p>
<p class="MsoNoSpacing" style="margin: 0cm 0cm 0pt;"><span style="font-family: &quot;Times New Roman&quot;,&quot;serif&quot;; font-size: 12pt;" lang="PL"><span style="mso-tab-count: 5;">                                                            </span>LICZBA MIESZKAŃCÓW</span></p>
<p class="MsoNoSpacing" style="margin: 0cm 0cm 0pt;"><span style="font-family: &quot;Times New Roman&quot;,&quot;serif&quot;; font-size: 12pt;" lang="PL"><span style="mso-tab-count: 5;">                                                            </span>DAWNIEJ 563</span></p>
<p class="MsoNoSpacing" style="margin: 0cm 0cm 0pt;"><span style="font-family: &quot;Times New Roman&quot;,&quot;serif&quot;; font-size: 12pt;" lang="PL"><span style="mso-tab-count: 5;">                                                            </span>OBECNIE 559</span></p>
<p class="MsoNoSpacing" style="margin: 0cm 0cm 0pt;"><span style="font-family: &quot;Times New Roman&quot;,&quot;serif&quot;; font-size: 12pt;" lang="PL"> </span></p>
<p class="MsoNoSpacing" style="margin: 0cm 0cm 0pt;"><span style="font-family: &quot;Times New Roman&quot;,&quot;serif&quot;; font-size: 12pt;" lang="PL"><span style="mso-spacerun: yes;">     </span>Co to za miejscowość? Zupełnie nie skojarzył tej nazwy. Kiedyś był gliniarzem, teraz detektywem, dlatego znał wszystkie miejscowości w stanie Kolorado w promieniu dwustu mil, nawet te najbardziej zapomniane przez Boga i ludzi. Znał wszystkie.</span></p>
<p class="MsoNoSpacing" style="margin: 0cm 0cm 0pt;"><span style="font-family: &quot;Times New Roman&quot;,&quot;serif&quot;; font-size: 12pt;" lang="PL"><span style="mso-spacerun: yes;">     </span>Chyba jednak nie, bo tej za cholerę nie mógł sobie przypomnieć. Przewertował w pamięci wszystkie znane mu mieściny raz jeszcze, ale wszystko na nic. Nie było takiej nazwy i dobrze o tym wiedział.</span></p>
<p class="MsoNoSpacing" style="margin: 0cm 0cm 0pt;"><span style="font-family: &quot;Times New Roman&quot;,&quot;serif&quot;; font-size: 12pt;" lang="PL"><span style="mso-spacerun: yes;">     </span>Czy to możliwe, aby śnił? I znalazł się w wymyślonym i wyimaginowanym miasteczku? Możliwe, bo w snach nie ma granic. Pozostaje jednak pytanie: w jakim celu?</span></p>
<p class="MsoNoSpacing" style="margin: 0cm 0cm 0pt;"><span style="font-family: &quot;Times New Roman&quot;,&quot;serif&quot;; font-size: 12pt;" lang="PL"><span style="mso-spacerun: yes;">     </span>Tego jeszcze nie wiedział. Kiedy przejechał obok tablicy, coś innego rzuciło mu się w oczy. W miejscowości Llehni Emoclew nie było żywej duszy. To prawda, że to nie środek dnia, tylko środek bardzo ciemnej i nieprzyjemnej nocy, ale to akurat nie miało żadnego znaczenia. </span></p>
<p class="MsoNoSpacing" style="margin: 0cm 0cm 0pt;"><span style="font-family: &quot;Times New Roman&quot;,&quot;serif&quot;; font-size: 12pt;" lang="PL"><span style="mso-spacerun: yes;">     </span>Nawet na najgorszym zadupiu zawsze ktoś się po ciemku pałęta. Nawalony mąż nie mający ochoty wracać do brzydkiej i zrzędliwej żony, która zdradza go z jego najlepszym kumplem; kilku nastolatków próbujących wytrzymałość samochodu tatusia jednego z nich, który wyjechał właśnie w odwiedziny do matki na drugim końcu stanu; czy nawet zagubiony policyjny radiowóz, patrolujący, niepotrzebnie zresztą, puste i brudne ulice miasteczka. Ktokolwiek, ale zawsze ktoś.</span></p>
<p class="MsoNoSpacing" style="margin: 0cm 0cm 0pt;"><span style="font-family: &quot;Times New Roman&quot;,&quot;serif&quot;; font-size: 12pt;" lang="PL"><span style="mso-spacerun: yes;">     </span>Tu nie było ani nikogo ani niczego, co mogłoby wskazywać na fakt, że miasteczko Llehni Emoclew nie jest fatamorganą. Objechał je cztery razy. Nie było zbyt duże, dlatego wiele czasu mu to nie zajęło. Kiedy chciał już jechać dalej, będąc na drodze wylotowej z mieściny, przejeżdżając obok jednego z budynków usłyszał kobiecy śpiew. Był tak piękny, że zwróciłby uwagę największego nawet malkontenta, a także głuchego, który nie słyszy nawet bicia własnego serca. A jedynie je czuje, choć i tego nie można być pewnym.</span></p>
<p class="MsoNoSpacing" style="margin: 0cm 0cm 0pt;"><span style="font-family: &quot;Times New Roman&quot;,&quot;serif&quot;; font-size: 12pt;" lang="PL"><span style="mso-spacerun: yes;">     </span>Zatrzymał samochód i wysiadł. Skierował się ku wysokiej kamienicy. Dopiero, gdy wszedł do środka zrozumiał, gdzie się znalazł. Był w kościele.</span></p>
<p class="MsoNoSpacing" style="margin: 0cm 0cm 0pt;"><span style="font-family: &quot;Times New Roman&quot;,&quot;serif&quot;; font-size: 12pt;" lang="PL"><span style="mso-spacerun: yes;">     </span>Błysnęły światła i ujrzał to, czego nie wyobrażał sobie w najgorszych nawet snach. Na ołtarzu leżał jego syn, a na wielkim krzyżu, usytuowanym zaraz za chłopcem, zamiast figury Jezusa Chrystusa, wisiała przybita wielkimi i długimi stalowymi gwoździami jego żona.</span></p>
<p class="MsoNoSpacing" style="margin: 0cm 0cm 0pt;"><span style="font-family: &quot;Times New Roman&quot;,&quot;serif&quot;; font-size: 12pt;" lang="PL"><span style="mso-spacerun: yes;">     </span>Obydwoje tkwili nieruchomo w swych pozach. Nie mógł więc stwierdzić, czy żyją, ale musiał im pomóc. Ruszył w kierunku ołtarza i dopiero teraz zauważył, że kościół nie był pusty. Wszystkie ławki były pozajmowane. Siedziały w nich postacie w czarnych drelichach, z głowami opuszczonymi prawie do kolan.</span></p>
<p class="MsoNoSpacing" style="margin: 0cm 0cm 0pt;"><span style="font-family: &quot;Times New Roman&quot;,&quot;serif&quot;; font-size: 12pt;" lang="PL"><span style="mso-spacerun: yes;">     </span>Z zachrystii wyszedł jeszcze jeden, przyodziany w szatę koloru czerwieni. Spojrzał na Nikkiego, który stał bezradny, jak małe dziecko. A potem powiedział bardzo spokojnie: - Trafiłeś. Nigdy nie rezygnujesz. Trochę za późno. Niestety, dla ciebie oczywiście. Teraz już na nic się nie przydasz. Możesz co najwyżej sobie popatrzeć. Ceremonię czas zacząć.</span></p>
<p class="MsoNoSpacing" style="margin: 0cm 0cm 0pt;"><span style="font-family: &quot;Times New Roman&quot;,&quot;serif&quot;; font-size: 12pt;" lang="PL"><span style="mso-spacerun: yes;">     </span>Po czym wbił z całej siły wielki nóż w ciało jego małego synka, który dopiero w tym roku miał pójść do szkoły. Ciało chłopca uniosło się nad ołtarz, po czym upadło wydając ostatnie tchnienie. Przez kościół przebiegły setki małych błysków, oślepiając Nikkiego na tyle, że nie mógł niczego zobaczyć. Kiedy wszystko ustało i mógł spokojnie na wszystko popatrzeć, jego oczom ukazał się widok jeszcze bardziej przerażający od poprzedniego.</span></p>
<p class="MsoNoSpacing" style="margin: 0cm 0cm 0pt;"><span style="font-family: &quot;Times New Roman&quot;,&quot;serif&quot;; font-size: 12pt;" lang="PL"><span style="mso-spacerun: yes;">     </span>Postać w czerwonej sutannie stała przy wielkim krzyżu z uniesioną ku górze włócznią, wszyscy pozostali zaś kiwali się na boki w hipnotycznym transie.</span></p>
<p class="MsoNoSpacing" style="margin: 0cm 0cm 0pt;"><span style="font-family: &quot;Times New Roman&quot;,&quot;serif&quot;; font-size: 12pt;" lang="PL"><span style="mso-spacerun: yes;">     </span>Chciał krzyczeć, ale z ust wydobył się jedynie niemy krzyk rozpaczy, którego i tak nikt nie usłyszał. Zawołał bezgłośnie, bez rezultatu. Postać w czerwieni spojrzała na niego, uśmiechając się przy tym mimowolnie.</span></p>
<p class="MsoNoSpacing" style="margin: 0cm 0cm 0pt;"><span style="font-family: &quot;Times New Roman&quot;,&quot;serif&quot;; font-size: 12pt;" lang="PL"><span style="mso-spacerun: yes;">     </span>- Ktoś musi cierpieć za grzechy ludzkości. Kiedyś był to Jezus, teraz historia zatoczyła koło za sprawą twojej rodziny. Nadszedł czas powrotu Złego Pana. Tylko on może wskazać nam drogę.</span></p>
<p class="MsoNoSpacing" style="margin: 0cm 0cm 0pt;"><span style="font-family: &quot;Times New Roman&quot;,&quot;serif&quot;; font-size: 12pt;" lang="PL"><span style="mso-spacerun: yes;">     </span>Po czym wbił z całej siły włócznię w bok żony Nikkiego. Ostry i przenikliwy ból wygiął jej ciało w dramatycznym spazmie, a kościół ponownie zabłysnął feerią kolorowych świateł. Trwał tak przez kilka sekund. Jedno z nich przemknęło blisko jego twarzy, powalając go podmuchem na kamienną posadzkę.</span></p>
<p class="MsoNoSpacing" style="margin: 0cm 0cm 0pt;"><span style="font-family: &quot;Times New Roman&quot;,&quot;serif&quot;; font-size: 12pt;" lang="PL"><span style="mso-spacerun: yes;">     </span>Poczuł ruch wokół siebie, zaczynało brakować mu powietrza. W świątyni znowu zrobiło się spokojnie. Kiedy otworzył oczy zobaczył, że został osaczony przez postacie, które jeszcze przed chwilą siedziały w najlepsze w kościelnych ławach.</span></p>
<p class="MsoNoSpacing" style="margin: 0cm 0cm 0pt;"><span style="font-family: &quot;Times New Roman&quot;,&quot;serif&quot;; font-size: 12pt;" lang="PL"><span style="mso-spacerun: yes;">     </span>Nie zobaczył już żony, nie zobaczył też synka. Nie zobaczył zresztą niczego. Postaci ścieśniały się tworząc krąg i wyciagając ku niemu kościste ręce. Zauważył kątem oka, że są pogniłe. Nie wyglądały na ludzkie. Kilka z nich zacisnęło się na jego szyi. Inne poczuł na reszcie swego ciała.</span></p>
<p class="MsoNoSpacing" style="margin: 0cm 0cm 0pt;"><span style="font-family: &quot;Times New Roman&quot;,&quot;serif&quot;; font-size: 12pt;" lang="PL"><span style="mso-spacerun: yes;">     </span>Świat powoli odpływał na niespokojne wody. Resztkami sił zdołał pomyśleć o kobiecie, którą kochał nad życie, a której już nigdy nie będzie mu dane dotknąć. Podobnie jak przytulić synka. Czas zabrał mu wszystko.</span></p>
<p class="MsoNoSpacing" style="margin: 0cm 0cm 0pt;"><span style="font-family: &quot;Times New Roman&quot;,&quot;serif&quot;; font-size: 12pt;" lang="PL"><span style="mso-spacerun: yes;">     </span>Ciało Nikkiego leżało w jednej z sal szpitala w Santa Bai. Pielęgniarki, które miały nocny dyżur, dopiero po kilku minutach zauważyły, że z pacjentem są jakieś problemy. Kiedy przybiegły do sali, w której leżał, już nie żył. Jedynym świadectwem, że kiedyś istniał, była cienka ciągła linia, która pojawiła się na ekranie monitora. Trwała tak do momentu, gdy urządzenie zostało wyłączone jednym czarnym przyciskiem.</span></p>
<p class="MsoNoSpacing" style="margin: 0cm 0cm 0pt;"><span style="line-height: 115%; font-family: &quot;Times New Roman&quot;,&quot;serif&quot;; font-size: 12pt; mso-ansi-language: PL; mso-fareast-font-family: 'Times New Roman'; mso-fareast-language: EN-US; mso-bidi-language: AR-SA;" lang="PL"><span style="mso-spacerun: yes;">     </span>Po Nikkim zostały tylko wspomnienia.</span></p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://bristolpl.com/blog/?feed=rss2&amp;p=902</wfw:commentRss>
		</item>
		<item>
		<title>Droga nr 47 - odcinek 71</title>
		<link>http://bristolpl.com/blog/?p=898</link>
		<comments>http://bristolpl.com/blog/?p=898#comments</comments>
		<pubDate>Sat, 27 Mar 2010 22:58:35 +0000</pubDate>
		<dc:creator>arynkiewicz</dc:creator>
		
		<category><![CDATA[Bez kategorii]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://bristolpl.com/blog/?p=898</guid>
		<description><![CDATA[Szeryf Stackew jest już w sekcie. Nie wie jednak, co się z nim dzieje. Spotyka w zaświatach zmarłą żonę i synka. Czy przeżyje ten moment? Zapraszam na czwartą część rozdziału dziewiątego.
     Leżał w bezgranicznej ciemności, nie miał nawet siły, żeby otworzyć oczy. Czuł, że jest przywiązany, ale na myśl przychodziły mu jedynie same ręce. Nóg [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p>Szeryf Stackew jest już w sekcie. Nie wie jednak, co się z nim dzieje. Spotyka w zaświatach zmarłą żonę i synka. Czy przeżyje ten moment? Zapraszam na czwartą część rozdziału dziewiątego.<span id="more-898"></span></p>
<p class="MsoNoSpacing" style="margin: 0cm 0cm 0pt;"><span style="font-family: &quot;Times New Roman&quot;,&quot;serif&quot;; font-size: 12pt;" lang="PL"><span style="mso-spacerun: yes;">     </span>Leżał w bezgranicznej ciemności, nie miał nawet siły, żeby otworzyć oczy. Czuł, że jest przywiązany, ale na myśl przychodziły mu jedynie same ręce. Nóg nie czuł, może to po&#8230; No właśnie, po czym?</span></p>
<p class="MsoNoSpacing" style="margin: 0cm 0cm 0pt;"><span style="font-family: &quot;Times New Roman&quot;,&quot;serif&quot;; font-size: 12pt;" lang="PL"><span style="mso-spacerun: yes;">     </span>Tkwił w tej pozycji jeszcze przez chwilę, gdy nagle bardzo jasne światło wpiło się w jego powieki, przedzierając się przez warstewkę cienkiej skóry i próbując oślepić okna jego duszy.</span></p>
<p class="MsoNoSpacing" style="margin: 0cm 0cm 0pt;"><span style="font-family: &quot;Times New Roman&quot;,&quot;serif&quot;; font-size: 12pt;" lang="PL"><span style="mso-spacerun: yes;">     </span>Zrobił się harmider, usłyszał odgłosy przesuwanych po betonie stóp. Zdaje się, że kilka osób zaczęło interesować się jego osobą. Najwyższy czas.</span></p>
<p class="MsoNoSpacing" style="margin: 0cm 0cm 0pt;"><span style="font-family: &quot;Times New Roman&quot;,&quot;serif&quot;; font-size: 12pt;" lang="PL"><span style="mso-spacerun: yes;">     </span>Ktoś podszedł do niego i nachylił się. Czuł śmierdzący oddech. Bił z jego (lub jej) ust. Gdyby trwało to dłużej, na pewno by zemdlał. Po chwili wszystko jednak minęło. Zdjęto mu opaskę z oczu, powoli zaczynał przyzwyczajać się do światła. Gdy otworzył oczy, wszystko sobie przypomniał. Był w sekcie, ale dlaczego go przywiązali? I dlaczego nie ma czucia w nogach?</span></p>
<p class="MsoNoSpacing" style="margin: 0cm 0cm 0pt;"><span style="font-family: &quot;Times New Roman&quot;,&quot;serif&quot;; font-size: 12pt;" lang="PL"><span style="mso-spacerun: yes;">     </span>Dookoła łóżka stało kilka osób w czarnych habitach, w ogóle się nie odzywając. Próbował zobaczyć ich twarze, ale nawet ci, którzy stali najbliżej, albo dobrze się maskowali, albo rzeczywiście&#8230;</span></p>
<p class="MsoNoSpacing" style="margin: 0cm 0cm 0pt;"><span style="font-family: &quot;Times New Roman&quot;,&quot;serif&quot;; font-size: 12pt;" lang="PL"><span style="mso-spacerun: yes;">     </span>Nie, to przecież absurd. To niemożliwe. Zachodził w głowę próbując oddalić od siebie negatywne myśli, gdy wtem otworzyły się drzwi, przez które wszedł kolejny osobnik w habicie. Nie było to dla niego żadną nowością, ale ten przynajmniej coś powiedział.</span></p>
<p class="MsoNoSpacing" style="margin: 0cm 0cm 0pt;"><span style="font-family: &quot;Times New Roman&quot;,&quot;serif&quot;; font-size: 12pt;" lang="PL"><span style="mso-spacerun: yes;">     </span>- Za kilka minut, kiedy odzyska pan w pełni świadomość, zostanie pan przeniesiony do oddzielnej sali, gdzie zostanie dopełnione to, co zostało obiecane. W tej chwili dochodzi pan do siebie po operacji, która&#8230;</span></p>
<p class="MsoNoSpacing" style="margin: 0cm 0cm 0pt;"><span style="font-family: &quot;Times New Roman&quot;,&quot;serif&quot;; font-size: 12pt;" lang="PL"><span style="mso-spacerun: yes;">     </span>- Po jakiej operacji? Coście mi zrobili? – John próbował unieść głowę, ale na próżno. Wydawała się być niesamowicie ciężka, zupełnie jakby ważyła minimum pół tony.</span></p>
<p class="MsoNoSpacing" style="margin: 0cm 0cm 0pt;"><span style="font-family: &quot;Times New Roman&quot;,&quot;serif&quot;; font-size: 12pt;" lang="PL"><span style="mso-spacerun: yes;">     </span>- &#8230; przebiegła bez żadnych komplikacji – postać z głęboko nasuniętym na czoło kapturem, kontynuowała tak, jakby w ogóle go nie słyszała. Nie lubił, kiedy ktoś go ignorował, zwłaszcza w tak bezczelny sposób. Nie miał jednak nawet odrobiny siły, by powiedzieć cokolwiek. Pocieszał się jedynie tym, że w normalnych warunkach tak skopałby mu dupę, że przez trzy tygodnie plułby szkłami. Ale sobie podarował.</span></p>
<p class="MsoNoSpacing" style="margin: 0cm 0cm 0pt;"><span style="font-family: &quot;Times New Roman&quot;,&quot;serif&quot;; font-size: 12pt;" lang="PL"><span style="mso-spacerun: yes;">     </span>- Żeby uprzedzić pańskie kolejne pytanie powiem, że paraliż, który odczuwa pan od pasa w dół, spowodowany jest zastrzykami, które zostały podane zarówno przed, jak i w czasie operacji. To minie, ale dopiero po kilku minutach. Proszę leżeć spokojnie. Zaraz pana stąd zabierzemy.</span></p>
<p class="MsoNoSpacing" style="margin: 0cm 0cm 0pt;"><span style="font-family: &quot;Times New Roman&quot;,&quot;serif&quot;; font-size: 12pt;" lang="PL"><span style="mso-spacerun: yes;">     </span>- A co się stało z tym czymś, co&#8230; miałem w sobie? W brzuchu? Wyjęliście to? – zadał pytanie, na które nikt mu jednak nie odpowiedział. Tylko ten, który do niego przemawiał, odwrócił się tak, jakby chciał go zbesztać za to, że jest tak głupi i tak niepospolicie śmiertelny.</span></p>
<p class="MsoNoSpacing" style="margin: 0cm 0cm 0pt;"><span style="font-family: &quot;Times New Roman&quot;,&quot;serif&quot;; font-size: 12pt;" lang="PL"><span style="mso-spacerun: yes;">     </span>Drzwi się zamknęły. John wciąż leżał na łóżku. Czuł się tak, jakby był w szpitalu. Mieli tu najlepszy sprzęt, jaki widział w życiu, a jako gliniarz zwiedził już niejeden Przybytek Ludzkiej Choroby. Tak nazywał szpitale.</span></p>
<p class="MsoNoSpacing" style="margin: 0cm 0cm 0pt;"><span style="font-family: &quot;Times New Roman&quot;,&quot;serif&quot;; font-size: 12pt;" lang="PL"><span style="mso-spacerun: yes;">     </span>Myśli uciekały ku Michaelowi i Ricie – dwóm osobom, bez których jego życie byłoby warte mniej niż worek małpiego gówna. Chciałby ich jeszcze raz zobaczyć. Ten jeden, jedyny raz. Gdyby wciąż nie czuł się winny za ich śmierć, nie dałby sobie włożyć do brzucha tego czegoś. Tego kogoś.</span></p>
<p class="MsoNoSpacing" style="margin: 0cm 0cm 0pt;"><span style="font-family: &quot;Times New Roman&quot;,&quot;serif&quot;; font-size: 12pt;" lang="PL"><span style="mso-spacerun: yes;">     </span>Sam już nie wiedział, co się wokół niego działo, ale czuł się o wiele lepiej niż przed operacją, pomimo tego, że leżał na łóżku, przywiązany jak niewolnik w słomianej chatce gdzieś w południowej Ameryce.</span></p>
<p class="MsoNoSpacing" style="margin: 0cm 0cm 0pt;"><span style="font-family: &quot;Times New Roman&quot;,&quot;serif&quot;; font-size: 12pt;" lang="PL"><span style="mso-spacerun: yes;">     </span>Jego rozważania zostały gwałtowne przerwane. Otworzyły się drzwi, weszły dwie osoby. Nie wiedział, czy są to ci sami osobnicy, którzy odwiedzili go wcześniej, bo oni wszyscy wyglądali, a raczej nie wyglądali, tak samo. Różnili się tylko wzrostem, ale i to trudno było zauważyć.</span></p>
<p class="MsoNoSpacing" style="margin: 0cm 0cm 0pt;"><span style="font-family: &quot;Times New Roman&quot;,&quot;serif&quot;; font-size: 12pt;" lang="PL"><span style="mso-spacerun: yes;">     </span>Wieźli go przez jakieś trzy minuty poprzez ciasne korytarze wykopane w ziemi, albo wydrążone w cienkich marmurowych skałach, których w okolicy było trochę. Na ścianach wisiały znajome mu pochodnie i to najbardziej go zadziwiło, choć wcześniej tego nie zauważył. Pierwotność pomieszana z nowoczesnością. Z jednej strony nowoczesny sprzęt medyczny, z drugiej oświetlenie z czasów epoki kamienia łupanego.</span></p>
<p class="MsoNoSpacing" style="margin: 0cm 0cm 0pt;"><span style="font-family: &quot;Times New Roman&quot;,&quot;serif&quot;; font-size: 12pt;" lang="PL"><span style="mso-spacerun: yes;">     </span>Dojechali do rozgałęzienia, po czym wybrali prawy korytarz. Zupełnie stracił rachubę, co do miejsca, w którym się obecnie znajdował. Gdyby miał teraz sam znaleźć drogę do wyjścia, zabłądziłby w stu procentach. Z prawej strony otworzyły się drzwi, wjechali do małego pomieszczenia, które przypominało salkę katechetyczną.</span></p>
<p class="MsoNoSpacing" style="margin: 0cm 0cm 0pt;"><span style="font-family: &quot;Times New Roman&quot;,&quot;serif&quot;; font-size: 12pt;" lang="PL"><span style="mso-spacerun: yes;">     </span>Rozejrzał się dookoła. Mało tu było miejsca na spotkanie z kimkolwiek. Drzwi się zamknęły i został sam. Poczuł, że więzy przy rękach się poluźniły, a przy okazji odzyskuje czucie w nogach.</span></p>
<p class="MsoNoSpacing" style="margin: 0cm 0cm 0pt;"><span style="font-family: &quot;Times New Roman&quot;,&quot;serif&quot;; font-size: 12pt;" lang="PL"><span style="mso-spacerun: yes;">     </span>Liny pękły, przetarł przeguby dłoni. Pamiątka z wakacji w Pieczarze Niedźwiedzi. Nie wiedział, skąd tak nagle pojawił się u niego nastrój do czarnego humoru. Człowiek nawet w najbardziej beznadziejnych sytuacjach zachowuje w sobie odrobinę radości i nadziei, że być może będzie lepiej.</span></p>
<p class="MsoNoSpacing" style="margin: 0cm 0cm 0pt;"><span style="font-family: &quot;Times New Roman&quot;,&quot;serif&quot;; font-size: 12pt;" lang="PL"><span style="mso-spacerun: yes;">     </span>Podniósł sie z łóżka, po czym spuścił nogi na ziemię. Nie dosięgnął jej, gołe stopy dyndały mu w powietrzu. Kiedy poczuł się lepiej, zsunął się z łóżka. Upadł.</span></p>
<p class="MsoNoSpacing" style="margin: 0cm 0cm 0pt;"><span style="font-family: &quot;Times New Roman&quot;,&quot;serif&quot;; font-size: 12pt;" lang="PL"><span style="mso-spacerun: yes;">     </span>Nogi ugięły się pod naporem ciała zupełnie tak, jakby były zbudowane z waty, a nie z miliardów komórek, tkanek i żył. Wstał przytrzymując się rękoma łóżka. Odzyskiwał równowagę, z czasem doszedł do siebie. Chodził dookoła sali, by po kilku minutach poczuć się na tyle dobrze, że potrafiłby nawet przebiec setkę z Benem Johnsonem. Na olimpiadzie, ale tylko wtedy, nim Ben zaczął brać sterydy.</span></p>
<p class="MsoNoSpacing" style="margin: 0cm 0cm 0pt;"><span style="font-family: &quot;Times New Roman&quot;,&quot;serif&quot;; font-size: 12pt;" lang="PL"><span style="mso-spacerun: yes;">     </span>I wtedy w ścianie naprzeciwko drzwi, pojawił się obłok dymu. Robił się coraz to większy i większy, by w ostateczności urosnąć do rozmiarów wielkiego smogu, który zazwyczaj ogarniał południowe części Londynu podczas wielkiej mgły.</span></p>
<p class="MsoNoSpacing" style="margin: 0cm 0cm 0pt;"><span style="font-family: &quot;Times New Roman&quot;,&quot;serif&quot;; font-size: 12pt;" lang="PL"><span style="mso-spacerun: yes;">     </span>Patrzył i czekał. Wiedział, że obiecali mu spotkanie z żoną i synkiem, ale w taki sposób? Dym ogarniał nie tyle pomieszczenie, co jego samego, coraz bardziej, by po krótkim czasie zająć salę zupełnie. Zamknął oczy, gdyż opary wdzierały się w nie, nie pozwalając mu spokojnie obserwować rozwoju zdarzeń. </span></p>
<p class="MsoNoSpacing" style="margin: 0cm 0cm 0pt;"><span style="font-family: &quot;Times New Roman&quot;,&quot;serif&quot;; font-size: 12pt;" lang="PL"><span style="mso-spacerun: yes;">     </span>Chwilę wcześniej wyczuł, że dym się przerzedza, aż w końcu zniknął zupełnie. Usłyszał ludzkie krzyki.</span></p>
<p class="MsoNoSpacing" style="margin: 0cm 0cm 0pt;"><span style="font-family: &quot;Times New Roman&quot;,&quot;serif&quot;; font-size: 12pt;" lang="PL"><span style="mso-spacerun: yes;">     </span>Rozejrzał się. Stał na asfaltowej drodze, która ciągnęła się w nieskończoność. Było bardzo ciemno i niewiele widział, ale zdołał w tym wszystkim zauważyć ludzi, którzy z wyrazami rozpaczy i strachu na twarzach zmierzali, w bliżej nieznanym mu kierunku. Udał się za nimi. W miarę pokonywania dystansu, widział coraz więcej. Znajome drzewa, płoty, samochody i ludzie. To wszystko już kiedyś było.</span></p>
<p class="MsoNoSpacing" style="margin: 0cm 0cm 0pt;"><span style="font-family: &quot;Times New Roman&quot;,&quot;serif&quot;; font-size: 12pt;" lang="PL"><span style="mso-spacerun: yes;">     </span>W oddali płonął jego rodzinny dom. Straż lała na jęzory ognia tysiące litrów wody, ale nie pomagało. Setki gapiów zrezygnowało z lecącego właśnie na Czwórce „Francuskiego Łącznika” z Genem Hackmanem tylko po to, by popatrzeć na cudze nieszczęście.</span></p>
<p class="MsoNoSpacing" style="margin: 0cm 0cm 0pt;"><span style="font-family: &quot;Times New Roman&quot;,&quot;serif&quot;; font-size: 12pt;" lang="PL"><span style="mso-spacerun: yes;">     </span>Przepychał się przez tłum rozmawiających ze sobą ludzi. Rozpychał się rękoma, ale miał wrażenie, że ci nie chcą go tam wpuścić. Kiedy popatrzył na ich twarze&#8230; To przerażające, ale oni się uśmiechali. Najzwyczajniej w świecie śmiali mu się prosto w twarz. Czuł na sobie ich spojrzenia. Słyszał ich głosy.</span></p>
<p class="MsoNoSpacing" style="margin: 0cm 0cm 0pt;"><span style="font-family: &quot;Times New Roman&quot;,&quot;serif&quot;; font-size: 12pt;" lang="PL"> </span></p>
<p class="MsoNoSpacing" style="margin: 0cm 0cm 0pt;"><span style="font-family: &quot;Times New Roman&quot;,&quot;serif&quot;; font-size: 12pt;" lang="PL"><span style="mso-tab-count: 2;">                        </span>(nie trzeba było chlać, tylko siedzieć z rodziną)</span></p>
<p class="MsoNoSpacing" style="margin: 0cm 0cm 0pt;"><span style="font-family: &quot;Times New Roman&quot;,&quot;serif&quot;; font-size: 12pt;" lang="PL"><span style="mso-tab-count: 2;">                        </span>(wykończyłaś ich, stary, to wszystko twoja wina)</span></p>
<p class="MsoNoSpacing" style="margin: 0cm 0cm 0pt;"><span style="font-family: &quot;Times New Roman&quot;,&quot;serif&quot;; font-size: 12pt;" lang="PL"><span style="mso-tab-count: 2;">                        </span>(masz za swoje, teraz możesz się wreszcie zająć pracą)</span></p>
<p class="MsoNoSpacing" style="margin: 0cm 0cm 0pt;"><span style="font-family: &quot;Times New Roman&quot;,&quot;serif&quot;; font-size: 12pt;" lang="PL"><span style="mso-tab-count: 2;">                        </span>(odwal się, nic tu nie wskórasz, za późno)</span></p>
<p class="MsoNoSpacing" style="margin: 0cm 0cm 0pt;"><span style="font-family: &quot;Times New Roman&quot;,&quot;serif&quot;; font-size: 12pt;" lang="PL"> </span></p>
<p class="MsoNoSpacing" style="margin: 0cm 0cm 0pt;"><span style="font-family: &quot;Times New Roman&quot;,&quot;serif&quot;; font-size: 12pt;" lang="PL"><span style="mso-spacerun: yes;">     </span>Odpychał wciąż ludzi, a kiedy przedzierał się przez ostatnich, odparł ich barkiem z całej siły i przewrócił się. Upadł w błoto. Padający deszcz zdawał się podsycać ogień, niźli go ugaszać. Przebiegł obok gaszących pożar strażaków. Myślał, że będą go powstrzymywać, jak tamci ludzie z tłumu, ale oni tylko na niego patrzyli i z uśmiechem kiwali głowami. Jeden z nich poruszał ustami, jak ryba w wodzie. John widział wyraźnie, jak wypływają z nich białe robaki, które po zderzeniu z ziemią zamieniały się w popiół.</span></p>
<p class="MsoNoSpacing" style="margin: 0cm 0cm 0pt;"><span style="font-family: &quot;Times New Roman&quot;,&quot;serif&quot;; font-size: 12pt;" lang="PL"><span style="mso-spacerun: yes;">     </span>Odwrócił głowę. Ludzie zniknęli. Zamiast nich stali oni. Postacie w czarnych habitach ze złożonymi rękoma. Popatrzył na nich wymownie, po czym wszedł do palącego się domu. Strażacy wciąż się śmiali.</span></p>
<p class="MsoNoSpacing" style="margin: 0cm 0cm 0pt;"><span style="font-family: &quot;Times New Roman&quot;,&quot;serif&quot;; font-size: 12pt;" lang="PL"><span style="mso-spacerun: yes;">     </span>Ogień objął już prawie cały budynek, ale miejscami można jeszcze było dojrzeć kawałki niestrawione przez wszędobylski żywioł. Poszedł parę kroków dalej. Zatrzymał się. Przedpokój dopiero zaczynał się palić. Wpadł momentalnie do schowka pod schodami, po czym wyciągnął z niego niebieski koc, który kupili z Ritą na pierwszą wyprawę poza miasto. Teraz jednak nie miało to większego znaczenia. Liczył się tylko uciekający czas.</span></p>
<p class="MsoNoSpacing" style="margin: 0cm 0cm 0pt;"><span style="font-family: &quot;Times New Roman&quot;,&quot;serif&quot;; font-size: 12pt;" lang="PL"><span style="mso-spacerun: yes;">     </span>Rozłożył koc, a następnie zwinął go w rulon. Wszedł na schody i zaczął nim tłuc małe ogniki, który zdążyły już się na nich pojawić od momentu, zanim tu wszedł. Pocił się coraz bardziej, bo pracował wyjątkowo ciężko. Kiedy jednak wspinał się wyżej, ognie za jego plecami ponownie się zapalały. Tyle, że stawały się dwa razy większe. Nie miał więc drogi odwrotu.</span></p>
<p class="MsoNoSpacing" style="margin: 0cm 0cm 0pt;"><span style="font-family: &quot;Times New Roman&quot;,&quot;serif&quot;; font-size: 12pt;" lang="PL"><span style="mso-spacerun: yes;">     </span>Przystanął na moment, żeby zebrać myśli i logicznie pomyśleć. I wtedy usłyszał wołanie. Krzyki dochodziły z pokoju na piętrze. Na pewno z pokoju Michaela. Choć skrzeczący ogień zagłuszał percepcję, nie był więc do końca pewien.</span></p>
<p class="MsoNoSpacing" style="margin: 0cm 0cm 0pt;"><span style="font-family: &quot;Times New Roman&quot;,&quot;serif&quot;; font-size: 12pt;" lang="PL"><span style="mso-spacerun: yes;">     </span>- John&#8230; John&#8230; Pomóż nam&#8230; Błagam John, nie pozwól&#8230; Nie pozwól nam umrzeć&#8230; John!!!</span></p>
<p class="MsoNoSpacing" style="margin: 0cm 0cm 0pt;"><span style="font-family: &quot;Times New Roman&quot;,&quot;serif&quot;; font-size: 12pt;" lang="PL"><span style="mso-spacerun: yes;">     </span>- Tato, słyszysz mnie? Tato, to nie moja wina&#8230; Tato, tato, tato, przecież nic złego nie zrobiłem&#8230; Taaaaatttttooooo!!!</span></p>
<p class="MsoNoSpacing" style="margin: 0cm 0cm 0pt;"><span style="font-family: &quot;Times New Roman&quot;,&quot;serif&quot;; font-size: 12pt;" lang="PL"><span style="mso-spacerun: yes;">     </span>Głosy Michaela i Rity podziałały na niego, jak grom z jasnego nieba. Nie bacząc na ogień i palące się schody, przebiegł przez nie, by po chwili znaleźć się na piętrze. Kawałki stropu zaczynały gdzieniegdzie spadać, wywołując przy tym nie mniejsze spustoszenie niż ogień.</span></p>
<p class="MsoNoSpacing" style="margin: 0cm 0cm 0pt;"><span style="font-family: &quot;Times New Roman&quot;,&quot;serif&quot;; font-size: 12pt;" lang="PL"><span style="mso-spacerun: yes;">     </span>Znów go usłyszał.</span></p>
<p class="MsoNoSpacing" style="margin: 0cm 0cm 0pt;"><span style="font-family: &quot;Times New Roman&quot;,&quot;serif&quot;; font-size: 12pt;" lang="PL"><span style="mso-spacerun: yes;">     </span>- Taaaaatttttuuuuusssssiiiiiuuuuu&#8230;</span></p>
<p class="MsoNoSpacing" style="margin: 0cm 0cm 0pt;"><span style="font-family: &quot;Times New Roman&quot;,&quot;serif&quot;; font-size: 12pt;" lang="PL"><span style="mso-spacerun: yes;">     </span>Krzyk syna zmroził go. Byli w jego pokoju, tak, jak przypuszczał. Przeszedł przez korytarz, który był jednym wielkim palącym się wagonem, pełnym kawałków ludzkich ciał i walających się dookoła kości. Wpadł do pokoju Michaela i zaniemówił.</span></p>
<p class="MsoNoSpacing" style="margin: 0cm 0cm 0pt;"><span style="font-family: &quot;Times New Roman&quot;,&quot;serif&quot;; font-size: 12pt;" lang="PL"><span style="mso-spacerun: yes;">     </span>Rita siedziała na krawędzi łóżka, trzymając syna na kolanach. Prawą częśc jej twarzy strawił ogień, który w tym momencie palił jej ubranie. Ona nie zwracała na to jednak żadnej uwagi, zupełnie tak, jak gdyby dookoła nie było ognia, tylko falujące morze. A ona nie płonęła, tylko korzystała z uroków fal.</span></p>
<p class="MsoNoSpacing" style="margin: 0cm 0cm 0pt;"><span style="font-family: &quot;Times New Roman&quot;,&quot;serif&quot;; font-size: 12pt;" lang="PL"><span style="mso-spacerun: yes;">     </span>Z Michaelem było nie lepiej. Na głowie nie miał włosów. Skóra czaszki została pokryta czarnym popiołem, który miejscami prześwitywał, ukazując wystające zeń kawałki różowego mózgu. Obydwie rączki miał popalone, a prawa noga była już tylko wspomnieniem.</span></p>
<p class="MsoNoSpacing" style="margin: 0cm 0cm 0pt;"><span style="font-family: &quot;Times New Roman&quot;,&quot;serif&quot;; font-size: 12pt;" lang="PL"><span style="mso-spacerun: yes;">     </span>John nie dowierzał. Uśmiechali się do niego w najlepsze. To jakaś paranoja! To niemożliwe – krzyczał w myślach, bo głos uwiązł mu w gardle. Nie zwrócił nawet uwagi na to, że jego ręce też są poplamione krwią, a w niektórych miejscach wychodziło z nich mięso. To, co zobaczył, pozwoliło mu zapomnieć o własnym bólu. Nie na długo jednak.</span></p>
<p class="MsoNoSpacing" style="margin: 0cm 0cm 0pt;"><span style="font-family: &quot;Times New Roman&quot;,&quot;serif&quot;; font-size: 12pt;" lang="PL"><span style="mso-spacerun: yes;">     </span>Michael przemówił.</span></p>
<p class="MsoNoSpacing" style="margin: 0cm 0cm 0pt;"><span style="font-family: &quot;Times New Roman&quot;,&quot;serif&quot;; font-size: 12pt;" lang="PL"><span style="mso-spacerun: yes;">     </span>- Żartowałem tatusiu. To wszystko twoja wina. Zostawiłeś mnie i mamusię na zawsze, a sam poszedłeś się napić z kolegami. Dobrze wiedziałeś, co się stanie. Ten pan, który do nas przyszedł, o wszystkim nam powiedział – słowa wydobywające się z jego krtani były tak naturalne i dziecięce, że w jednej chwili przypomniał sobie wszystkie wspólne chwile spędzone z synkiem. Po każdym kolejnym słowie cisnęło mu się do oczu coraz więcej łez. Pierwsze już pociekły po policzku.</span></p>
<p class="MsoNoSpacing" style="margin: 0cm 0cm 0pt;"><span style="font-family: &quot;Times New Roman&quot;,&quot;serif&quot;; font-size: 12pt;" lang="PL"><span style="mso-spacerun: yes;">     </span>- Jaki pan? O czym ty mówisz Mike? – lubił tak do niego mówić. Wtedy czuł się dowartościowany. Czuł, że ktoś go w życiu kocha i że może komuś sprawić przyjemność jednym, prostym słowem. Ale tym razem się przeliczył. To chyba nie mógł być on.</span></p>
<p class="MsoNoSpacing" style="margin: 0cm 0cm 0pt;"><span style="font-family: &quot;Times New Roman&quot;,&quot;serif&quot;; font-size: 12pt;" lang="PL"><span style="mso-spacerun: yes;">     </span>- Tatusiu, nie mów tak do mnie. Przecież wiesz, że tego nie lubię, a jedynie chciałem sprawić ci przyjemność, żebys się głupio nie poczuł. Nigdy cię nie kochałem. Mamusia zresztą też. Przed chwilą mi to powiedziała. Byłeś nam potrzebny tylko dlatego, bo zarabiałeś na rodzinę i utrzymanie domu. Cała reszta nas nie obchodziła. Byłeś nikim. Nadal zresztą jesteś. Ten pan nam o wszystkim powiedział i dzięki niemu zrozumieliśmy, że okłamywałeś nas przez całe życie. Nieładnie tatusiu. Oj, nieładnie.</span></p>
<p class="MsoNoSpacing" style="margin: 0cm 0cm 0pt;"><span style="font-family: &quot;Times New Roman&quot;,&quot;serif&quot;; font-size: 12pt;" lang="PL"><span style="mso-spacerun: yes;">     </span>John słuchał z niedowierzaniem. Dookoła pełno było dymu i ognia. Oddychało się coraz ciężej. Za kilka sekund schody zajmą się ogniem tak, że nie będzie już drogi odwrotu. Bardziej martwiło go, co działo się z jego najbliższymi.</span></p>
<p class="MsoNoSpacing" style="margin: 0cm 0cm 0pt;"><span style="font-family: &quot;Times New Roman&quot;,&quot;serif&quot;; font-size: 12pt;" lang="PL"><span style="mso-spacerun: yes;">     </span>Praktycznie cali płonęli. Miał dziwne wrażenie, że poprzez warstwy płomieni, które trawiły ich niewinne z pozoru ciała, przebijał się szeroki, pozbawiony skrupułów uśmiech.</span></p>
<p class="MsoNoSpacing" style="margin: 0cm 0cm 0pt;"><span style="font-family: &quot;Times New Roman&quot;,&quot;serif&quot;; font-size: 12pt;" lang="PL"><span style="mso-spacerun: yes;">     </span>- Ten, który przyszedł, był bez twarzy. Ubrany cały na czarno. Powiedział, że nie ma już dla nas nadziei, bo jesteśmy zakłamani i zapluci, jak jadowite żmije. Powiedział, że wszystkich nas to czeka i że sprzedałeś duszę diabłu. Czy to prawda John? – Rita powiedziawszy to, osunęła się razem z Michaelem na płonący dywan. Dopalali się razem, jak resztki węgla w piecu. Kiedy przestał już o nich myśleć, bo zdał sobie sprawę, że nie mogą być ludźmi, i zaczął rozglądać się za wyjściem ewakuacyjnym, w miejscu, gdzie leżeli jego bliscy, coś się poruszyło. Dotarł do niego głos, który wywołał na jego ciele gęsią skórkę.</span></p>
<p class="MsoNoSpacing" style="margin: 0cm 0cm 0pt;"><span style="font-family: &quot;Times New Roman&quot;,&quot;serif&quot;; font-size: 12pt;" lang="PL"><span style="mso-spacerun: yes;">     </span>- Nie ma dla was nadziei wstrętne robaki. Zniszczę was i waszego Boga! To ja jestem waszym Panem! Uuuuuaaaaahhhhhggggghhhhh&#8230;</span></p>
<p class="MsoNoSpacing" style="margin: 0cm 0cm 0pt;"><span style="font-family: &quot;Times New Roman&quot;,&quot;serif&quot;; font-size: 12pt;" lang="PL"><span style="mso-spacerun: yes;">     </span>Gromki śmiech przerodził się w płacz, a płacz w krzyk, który uwieńczył dzieło. Wszystko zaczęło się walić. Podniósł lekko głowę i kątem oka, poprzez płomienie, zauważył okno. Podniósł się i przebiegł przez pokój. Uderzył z całej siły w szkło i spadał, i spadał, i spadał&#8230;</span></p>
<p class="MsoNoSpacing" style="margin: 0cm 0cm 0pt;"><span style="font-family: &quot;Times New Roman&quot;,&quot;serif&quot;; font-size: 12pt;" lang="PL"><span style="mso-spacerun: yes;">     </span>Kiedy upadł, otworzył oczy. Lezał na stanowej 47, daleko poza miastem. Deszcz siąpił niemiłosiernie, było przeraźliwie ciemno. Dopiero teraz poczuł, że coś mocno śmierdzi. Spojrzał na swe ciało, po czym krzyknął w geście bólu i rozpaczy.</span></p>
<p class="MsoNoSpacing" style="margin: 0cm 0cm 0pt;"><span style="font-family: &quot;Times New Roman&quot;,&quot;serif&quot;; font-size: 12pt;" lang="PL"><span style="mso-spacerun: yes;">     </span>Całe ręce, zwłaszcza dłonie, miał poparzone. Lewa wyglądał o wiele gorzej. Otwarta rana spowodowała, że mięso wypływało z niej, jak woda z przepełnionej studzienki kanalizacyjnej.</span></p>
<p class="MsoNoSpacing" style="margin: 0cm 0cm 0pt;"><span style="font-family: &quot;Times New Roman&quot;,&quot;serif&quot;; font-size: 12pt;" lang="PL"><span style="mso-spacerun: yes;">     </span>Zaczął biec ku miastu nie zastanawiając się nawet, skąd i dlaczego ma tak straszliwe rany. Pamiętał tylko, że był w sekcie i że Michael go wołał. Nie pamiętał jednak żadnych słów.</span></p>
<p class="MsoNoSpacing" style="margin: 0cm 0cm 0pt;"><span style="font-family: &quot;Times New Roman&quot;,&quot;serif&quot;; font-size: 12pt;" lang="PL"><span style="mso-spacerun: yes;">     </span>Już nie szedł, biegł. Do szpitala miał około trzy kilometry. Padający coraz mocniej deszcz, uderzał w rany na jego ciele i powodował, ze ból stawał się nie do zniesienia. Uchodzący z ran dym, unosił się w przestworza do miejsca, w którym początek był końcem, a ludzkie życie nie stanowiło żadnej wartości.</span></p>
<p class="MsoNoSpacing" style="margin: 0cm 0cm 0pt;"><span style="line-height: 115%; font-family: &quot;Times New Roman&quot;,&quot;serif&quot;; font-size: 12pt; mso-ansi-language: PL; mso-fareast-font-family: 'Times New Roman'; mso-fareast-language: EN-US; mso-bidi-language: AR-SA;" lang="PL"><span style="mso-spacerun: yes;">     </span>Tam był właśnie chaos.</span></p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://bristolpl.com/blog/?feed=rss2&amp;p=898</wfw:commentRss>
		</item>
		<item>
		<title>Droga nr 47 - odcinek 70</title>
		<link>http://bristolpl.com/blog/?p=895</link>
		<comments>http://bristolpl.com/blog/?p=895#comments</comments>
		<pubDate>Thu, 25 Mar 2010 15:43:04 +0000</pubDate>
		<dc:creator>arynkiewicz</dc:creator>
		
		<category><![CDATA[Bez kategorii]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://bristolpl.com/blog/?p=895</guid>
		<description><![CDATA[Barman z pubu Taboo, usłyszawszy krzyki, poszedł za Cidem do toalety. Co zobaczył? Oto trzecia część rozdziału dziewiątego.
     Barman usłyszał dziwne krzyki dobiegające z ubikacji. Spokojnym, pewnym krokiem, podążył w ich kierunku. Kiedy otworzył drzwi, nie znalazł jednak nikogo ani niczego, co mogłoby wzbudzić jakiekolwiek podejrzenia.
     Ale gdzie się podział pijany klient? Przecież nie mógł tak [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p>Barman z pubu Taboo, usłyszawszy krzyki, poszedł za Cidem do toalety. Co zobaczył? Oto trzecia część rozdziału dziewiątego.<span id="more-895"></span></p>
<p class="MsoNoSpacing" style="margin: 0cm 0cm 0pt;"><span style="font-family: &quot;Times New Roman&quot;,&quot;serif&quot;; font-size: 12pt;" lang="PL"><span style="mso-spacerun: yes;">     </span>Barman usłyszał dziwne krzyki dobiegające z ubikacji. Spokojnym, pewnym krokiem, podążył w ich kierunku. Kiedy otworzył drzwi, nie znalazł jednak nikogo ani niczego, co mogłoby wzbudzić jakiekolwiek podejrzenia.</span></p>
<p class="MsoNoSpacing" style="margin: 0cm 0cm 0pt;"><span style="font-family: &quot;Times New Roman&quot;,&quot;serif&quot;; font-size: 12pt;" lang="PL"><span style="mso-spacerun: yes;">     </span>Ale gdzie się podział pijany klient? Przecież nie mógł tak po prostu stąd wyjść. Raz, że nie ma tu okna, dwa, że musiałby przejść obok mnie, a przecież nigdzie się nie ruszałem.</span></p>
<p class="MsoNoSpacing" style="margin: 0cm 0cm 0pt;"><span style="font-family: &quot;Times New Roman&quot;,&quot;serif&quot;; font-size: 12pt;" lang="PL"><span style="mso-spacerun: yes;">     </span>Mniejsza z tym. Przetarł oczy ze znużenia. I tak zapłacił, więc co mnie obchodzi kolejny fagas z sercowymi problemami. Pełno tu takich było. Nie on pierwszy i zapewne nie ostatni. Zamknął drzwi i udał się w kierunku zaplecza.</span></p>
<p class="MsoNoSpacing" style="margin: 0cm 0cm 0pt;"><span style="line-height: 115%; font-family: &quot;Times New Roman&quot;,&quot;serif&quot;; font-size: 12pt; mso-ansi-language: PL; mso-fareast-font-family: 'Times New Roman'; mso-fareast-language: EN-US; mso-bidi-language: AR-SA;" lang="PL"><span style="mso-spacerun: yes;">     </span>Z obydwu kranów miarowo kapała woda.</span></p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://bristolpl.com/blog/?feed=rss2&amp;p=895</wfw:commentRss>
		</item>
	</channel>
</rss>

